|
TABULA RASA Rozdz.4 "Przebudzenie"
Coś miękiego, co jeszcze przed chwilą znajdowało się pode mną, poruszyło się nieznacznie i zmieniło pozycję. Teraz leżało częściowo na mnie. Uczucie, które najpierw wydawało się przyjemne, zmnieniło się w coś zupełnie przeciwnego. Poruszyłem się. Ciężar na mojej piersi poruszył się także. Próbowałem się przesunąć. Moje ramiona były uwięzione przez ten sam ciężar, który zaczynał poważnie przeskadzać mi w oddychaniu. Uwolniłem jedno ramię i usiłowałem odsunąć przeszkodę. Przeszkoda krzyknęła mi prosto w twarz i gwałtownie się podniosła. Jakaś twarz patrzyła się prosto na mnie. Czy to w ogóle była ludzka twarz? Wykrzywiona przerażeniem i otoczona skołtunioną masą brązowych włosów. Zaskoczony szybko się odczołgałem. Było więcej krzyków. Usłyszałem, jak ktoś gwałtownie wciągał powietrze, ktoś inny zaskowyczał. Twarz nadal znajdowała się przede mną, nadal się na mnie patrzyła. Ktoś przerwał milczenie. "Kim jesteście?" Popatrzyłem się, kto zadał pytanie. Był to rudowłosy chłopak mający około siedemnastu lat, może osiemnastu, stał niedaleko ode mnie. Przyjął pozycję obronną. Koło niego siedział inny chłopak, który oszołomiony rozglądał się wokoło, najwyraźniej nie był w stanie na niczym skupić spojrzenia. Nikt nie spieszył się z odpowiedzią, więc przeniosłem uwagę na twarz znajdującą się obok mnie. Wydawała się przyłączona do ciała (przynajmniej to obyło się bez niespodzianek), które to przypuszczalnie ciało przeszkadzało mi wcześniej w spaniu. Co takiego robiłem, leżąc na podłodze z ... dziewczyną? Wstałem nie wiedząc, co myśleć o tej sytuacji. Dziewczyna podniosła się również. "Kim jesteś?" zapytała nie spuszczając ze mnie wzroku. Zanim jednak zdążyłem odpowiedzieć, coś w pobliżu się poruszyło. "Czy ktoś mógłby mi wyjaśnić, co się stało? I kim jesteście?" zapytał surowy głos. Spojrzałem na właściciela, którym okazała się kobieta patrząca na nas z dezaprobatą. Nosiła na sobie ... spiczasty kapelusz? Chłopak siedzący na podłodze, też dał radę wstać. Miał czarne włosy i zielone oczy, i nie wiedziałem dlaczego, ale działał mi na nerwy. Znaczy, działał mi na nerwy bardziej niż wszyscy obecni na tej sali. Wyglądało na to, że wszystkim udało się przyjąć pozycję stojącą. Spoglądaliśmy na siebie podejrzliwie. Uniosłem ręce i powoli zacząłem masować sobie skronie, podczas gdy próbowałem obiektywnie ocenić sytuację. Obudziłem się na podłodze, która najwyraźniej znajdowała się w jakiejś sali. Znajdowały się w niej długie stoły, świeczniki i niezaprzeczalnie jakieś sztandary. Nie mogłem również nie zauważyć braku sufitu. Otaczała mnie dziwna zbieranina osób. Dziewczyna, z którą najwyraźniej dzieliłem drzemkę, kobieta ubrana jak czarownica i dwoje nastoletnich chłopaków z wyrazem tępoty wypisanej na twarzach. "Co to ma znaczyć?" zażądałem wyjaśnień. Popatrzyli się na mnie. "Czy to jakiś żart? Kim jesteście i gdzie ja jestem?" "Ty mi to powiedz!" wykrzyknął rudzielec. Wyglądało mi na to, że zaczynały go zawodzić nerwy. "Kim jesteście dziwolągi?! Porwaliście mnie?!" Zanim zdążyliśmy się odezwać, coś wyskoczyło zza stołu. Okazało się, że był to stary człowiek ubrany w purpurowe szaty, ale przecież nie było możliwe, żeby starzec mógł tak zwinnie i szybko wskoczyć na stół. Rozejrzał się wokół i zauważył naszą dziwnie wyglądającą grupkę. "Przepięknie!" wykrzyknął, zszedł ze stołu i udał się w naszym kierunku. "Przyjęcie! Czy to zamek?" Podszedł i chwycił mnie za kołnierz. Udało mi się uwolnić z tego uchwytu, ale nadal nie puszczał mojego ubrania. "Powiedz, mój dobry panie, czy jesteś właścicielem tego wspaniałego miejsca?" "Zdecydowanie nie," odwarknąłem. "Wielka szkoda. Ale nie masz nic przeciwko, żebym się trochę rozejrzał?" Skończywszy mówić, odwrócił się i rozpoczął zwiedzanie sali, zachowywał się jak turysta znajdujący się w muzeum. Dziewczyna odsunęła się ode mnie w czasie tej dziwnej wymiany zdań i stanęła w pobliżu dziwnej kobiety. Obie przeniosły swoją uwagę na mnie. "Czy ktoś wogóle wie, gdzie jesteśmy?" zapytała kobieta. Chłopcy przecząco potrząsneli głowami. Ciemnowłosy powiedział cichym głosem, "Ja nawet nie wiem, kim jestem." "Ja także!" wykrzyknął drugi, a dziewczyna przytaknęła. To było absurdalne. "To niedorzeczne. Czyżbyście sugerowali, że nikt z was nie ma pojęcia kim jest?" zaśmiałem się drwiąco. Chwileczkę - poczułem jakby znajomą satysfakcję? "A ty pamiętasz?" zapytała dziewczyna. Popatrzyłem się na nią z wyższością. "Oczywiście, że tak. Nazywam się ..." zastanowiłem się. Nie wiedziałem. Popatrzyła się na mnie z zadowoleniem. Głośny krach przerwał nam ponownie. Starzec oglądał zbroję, która teraz w częściach walała się po podłodze. Nie obciął sobie przy tym żadnych kończyn, więc postanowiłem go zignorować. On jednak pomachał w moim kierunku i krzyknął, "Naprawdę, posiadasz znakomitą kolekcję, mój drogi Panie. Czy powiedział ci ktoś, że z daleka przypominasz hrabiego Drakulę?" Chłopcy zaczęli chichotać, gdy rudowłosy szepnął, "Kim jest hrabia Drakula?" Drugi wzruszył ramionem i znowu zacząli chichotać. Wydawało się, że zaczęli się dogadywać całkiem dobrze. Może powinienem mieć na nich oko. Dziewczyna zaczęła chodzić tam i z powrotem, mamrotając coś pod nosem. Zauważyłem, że miała na sobie takie same szaty, jak obydwaj chłopcy. Właściwie, to ja również byłem ubrany w podobnym stylu. Moje szaty były całe czarne, bardziej eleganckie i lśniące od reszty. Przyglądając się ich ubraniom, zauważyłem dziwną naszywkę. "Poczekaj chwilę. Podejdź bliżej," poleciłem dziewczynie. Pochyliłem się, żeby móc ją dokładniej obejrzeć. Pod napisem 'Hogwart' były umieszczone jakieś zwierzęta: lew (wyglądający bardzo pompatcznie), borsuk, kruk i piękny, srebrzysty wąż. Pod nimi był napis: 'Draco dormiens numquat titillando'. Dziewczyna odchrząknęła. Wtedy zauważyłem, że podczas gdy obrysowywałem kontury naszywki, moja ręka znalazła się na jej ... ehm, w niestosownym miejscu na przodzie jej ciała. Uh, nie wyglądało to dobrze. Znaczy się, to było przyjemne, ale nie byłem pewien, czy byłem upoważniony do takiego zachowania. Zabrałem rękę. Obydwoje usiłowaliśmy unikać patrzenia na siebie. "Co to może znaczyć?" zastanawiał się ciemowłosy chłopak. "Może należymy do jakiegoś klubu. Wczoraj mieliśmy jakąś imprezę, upiliśmy się i urwał nam się film." "Nie sądzę, żebym piła," szepnęła dziewczyna. Kobieta popatrzyła się na nią z aprobatą. "Dlaczego nie, łatwo mogę sobie wyobrazić, że należę do klubu," powiedział rudzielec. "Ale co z nimi?" wskazał palcem na mnie i kobietę. "Może jesteśmy w jakiś sposób spokrewnieni?" powiedziała. Ponieważ miała szkocki akcent, wątpiłem czy któreś z nas było z nią spokrewnione. "Macie włosy tego samego koloru," oświadczyła dziewczyna wskazując mnie i ciemnowłosego chłopaka. "Może jesteście ojcem i synem." "Co!?!" wykrzyknęliśmy równocześnie. "Widać między wami pewne podobieństwo." "On? Moim ojcem?" chłopak popatrzył się na mnie z niedowierzaniem. Rozważyłem to uważnie. "Wydajesz się znajomy," powiedziałem, przyglądając mu się ze zmrużonymi oczyma. "Kiedy się na ciebie patrzę, nachodzi mnie uczucie... głębokigo rozczarowania." "Och, tak!" wzniósł oczy do nieba. "Muszę tobą pogardzać. A co z tą wywłoką?" wskazał na dziewczynę. "Widziałem, że spaliście ze sobą." "Odpoczywaliśmy razem," poprawiłem z wściekłością. "Jak śmiesz ..." Kobieta przerwała nam. "Skoro żadne z nas o niczym nie wie, proponuję poszukać pomocy." "Znaleźć szpital," zaoferowała dziewczyna. Kobieta przytaknęła. "Powinniśmy chyba rozważyć podzielenie się na grupy. Jak widać w tym pomieszczeniu znajduje się kilka drzwi. Proponuję, żeby przystąpić do tego w parach. Chłopcy mogą sprawdzić tamte drzwi, a was dwoje te." Popchnęła dziewczynę i mnie w kierunku kolejnych drzwi. "Ja zajmę się naszym gorliwym poszukiwaczem przygód ..." zakończyła, kiwając głową w kierunku starca, który bawił się znakomicie. W tym właśnie momencie usiłował założyć zbroję rycerza. "... zobaczymy, czy uda nam się kogoś znaleźć. Spotkamy się ponownie za godzinę." Zgodziliśmy się z ociąganiem i rozeszliśmy się w różnych kierunkach. Ulżyło mi, gdy pozbyłem się towarzystwa mojego potencjalnego syna. Gdy wyszliśmy z sali, zdecydowałem udać się w kierunku schodów. Zerknąłem na dziewczynę. Zmagała się, żeby dotrzymać mi kroku. Gdy tylko nasze oczy się spotkały, szybko odwróciła głowę. Mały, złośliwy uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Przypuszczałem, że nie byłem miłą osobą. Spróbowałem zaśmiać się szyderczo, poczułem się doskonale. "Więc..." zacząłem, "... czy masz pojęcie, dlaczego obudziłaś się leżąć na mnie?" ************************************************************ |