PISADEŁKO

Opowiadania, wiersze, rekomendacje by Ness Splinter







Miejsce na moje opowiadanka i wiersze. Będę też umieszczać tu linki do fanficów, które warto przeczytać.


Opowiadania

CZYSTA KARTA

  • Rozdz.1
  • Rozdz.2
  • Rozdz.3
  • Rozdz.4
  • Rozdz.5
  • Rozdz.6
  • Rozdz.7
  • Rozdz.8
  • Rozdz.9
  • Rozdz.10
  • Epilog

    SPRAWA HONORU

  • Księga I, Rozdz.1
  • Księga I, Rozdz.2
  • Księga I, Rozdz.3a

    WSZYSTKO, CO WIEM O ZŁOŚLIWOŚCI I SARKAŹMIE, NAUCZYŁAM SIĘ OD SNAPE'A


    PIJAŃSTWO NIE POPŁACA

  • Świętowanie
  • Przebudzenie
  • Uciec czy nie uciec?

    SŁODKA ZEMSTA

  • Rozdz.1
  • Rozdz.2
  • Rozdz.3
  • Rozdz.4
  • Rozdz.5
  • Rozdz.6

    INCIDENTS: IMPERFECT LIAISON

  • Chapter 1



    Wiersze

  • Why
  • Dreadful Memories
  • Once In A Bluemoon
  • Your Touch
  • Charcoal Sun


    Rekomendacje

    Harry Potter

  • Severus/Hermiona 1, 2, 3, 4.
  • Severus/Tonks 1.

    Rurouni Kenshin

  • Saitou/Misao 1.

    InuYasha - Sess/Kag

  • 1, 2, 3, 4, 5, 6.

    Xena - Ares/ Gabriella

  • 1.

    Roswell: W Kręgu Tajemnic - M&M (Candy)

  • 1, 2, 3.




       

    << July 2004 >>
    Sun Mon Tue Wed Thu Fri Sat
     01 02 03
    04 05 06 07 08 09 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 31


    Archiwa:

    Darksarcasm
    Ashwinder
    Whispers
    AdultFanFiction
    FanFictionNet
    Twisting the Hellmouth
    Forum Naughty-Seduction.Net
    Seventh Dimension
    Roswell Desert Skies



    Stronki pomocne w pisaniu:

    Designer Potions - Slytherin Severus Snape Support Site
    The Harry Potter Lexicon
    The Internet Sacred Text Archive
    Urban Dictionary
    Translator
    SpellCheck



    Polskie Strony z Fikami o Snapie

    Mirriel's Page
    Slytherin Common Room
    Fanfik.Pl
    HarryPotter-Kawiarenka
    Harry Potter Forum




    Blogi

    Morgan Le Fay
    Nika Snape
    Nightsilence by Lilia




    Free Web Counters
    Liczydełko Pisadełka

    Contact Me

    If you want to be updated on this weblog Enter your email here:


    rss feed

  • blogdrive

    Saturday, July 31, 2004
    Charcoal Sun

    Time for a little bit of poetry. I have no idea if it's good or bad. I just felt like writting it.



    CHARCOAL SUN

    Charcoal sun shining over me
    Overflowing my worn spiritless body
    Freezing my tattered soul

    Call of the nature
    Is trying to reach me
    But is missing its target
    Cause I can't stop
    Even for the moment
    Deluded by illusions
    Creations of my own mind
    Fed by all those artificial
    Unnecessary projections of ideal life

    I crossed obstacles on my path
    Some more and some less real

    There is always chance for unexpected
    Life could be surprisingly colorful and generous
    Like crystal droplets of blessed rain
    Could be depressingly grayish and greedy
    Like late autumn evening steeling last rays of sunset

    When shadows come
    We can only prayo
    For heavenly tears
    Which will drench and purify
    Our mundane land
    Full of entwined gaiety and suffering



    A little explanation of the title for INANA: Where to start... hmmm.... First. You're  partly right, charcoal is a wood coal but it also is a very dark grey. It has few more meanings but in this case I choose dark grey. Sun is sun. The title is "Charcoal Sun", in other words - grey sun. As you know, to describe the color of the sun we use yellow color, but I wanted to use something completly opposite to this color and not something too common, something dark but not exacly dark, something greyish. I wanted an original title, the title which makes you start thinking about its meaning and I think I accomplished this. You asked a question and that means you thought about it. I rest my case....Thanks for your comments.

    Posted at 07:10 am by severae
    Komentarze (2)

    Thursday, July 29, 2004
    Czysta Karta, rozdz.10

    Przepraszam, że tak długo nic nie wysyłałam, ale pojawiły się niespodziewane problemy rodzinne i nie miałam ani czasu ani głowy, żeby zająć się pisaniem. Sytuacja powoli się poprawia, również mój nastrój staje się coraz lepszy i znalazłam czas na dokończenie kolejnego rozdziału "Czystej karty." Jeszcze raz przepraszam, że zajęło mi to tak długo. Miłego czytania.




    CZYSTA KARTA


    Rozdz.10   "W strefie mroku?"

     

    "Możemy wstąpić do kuchni zanim wrócimy do dormitorium?" wyszeptał prosząco Crabbe.

    Nie odpowiedziałem. Chwilę wcześniej postanowiłem zmienić swoją taktykę przetrwania i mój nowy plan zawierał punkt o ignorowaniu moich towarzyszy, chyba że mieli naprawdę coś ważnego do dodania... Właściwie to znaczyło, że mogłem ich całkowicie zignorować.

    Dlatego przysunąłem ucho do szpary w drzwiach i próbowałem usłyszeć, co działo się w korytarzu. Byłem raczej zdenerwowany, ponieważ nic nie szło zgodnie z przewidywaniami. Właściwie to wszystko szło źle i zacząłem się już zastanawiać czy nie rzucono na mnie "Klątwy Pecha." Może nie powinienem był zrzucać szukającej Krukonów z miotły w czasie treningu w zeszłym tygodniu... oni na pewno znali się na klątwach, Krukoni...

    "Draco, jak wyglądam?" spytał się stojący za mną Goyle. Skoro jednak byłem zdeterminowany, aby przestrzegać zasadę ignorowania, nie miałem zamiaru się nawet odwracać. Chociaż oczywiście ogarnęła mnie wielka ochota na uderzenie Goyla jakimś dużym przedmiotem za zadawanie tak beznadziejnego pytania. Przecież każde lustro w tym budynku wydawało przygnębiające odgłosy, gdy tylko któryś z dwóch moich towarzyszy się w nich przeglądał.

    Prawdą było, że udało nam się odwrócić zaklęcie utraty pamięci, ale za to utknęliśmy w Wielkiej Sali, ponieważ nasze niedoszłe ofiary zebrały się tuż przed nią. Nie udało mi się usłyszeć o czym mówili, ale byłem w stanie odróżnić głos McGonagall od pozostałych. Niestety nie zdążyliśmy uciec z Wielkiej Sali zanim zaczarowane zbroje odciągnęły ich wystarczająco daleko, a teraz zdążyli wrócić.

    "Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć jak wyglądam?" drążył Goyle.

    Odwróciłem się rozzłoszczony z różdżką uniesioną w stronę jego twarzy gotowy do rzucenia sporej ilości zaklęć... tylko jego twarzy nie było tam, gdzie powinna być.

    "Goyle? Gdzie do cholery jesteś?"

    "Tutaj. Jak wyglądam?"

    "Przestań z tym swoim wyglądem! Gdzie jesteś?"

    Nagle głowa Goyla unosiła się tuż przede mną. Odskoczyłem do tyłu i wylądowałem bezceremonialnie na twardej podłodze. Crabbe także, tylko że jemu udało się wylądować nieco łagodniej (dlatego, że wylądował na mnie).

    "Co do..."

    "Czy nie wygląda świetnie?"

    Dzięki moim unikalnym umiejętnościom robienia kilku rzeczy naraz, udało mi się wydostać spod Crabbe'a odczołgać trochę od unoszącej się w powietrzu głowy, powstrzymać Crabbe'a od krzyczenia i stłumić mój własny krzyk. A wszystko to miało miejsce w ciągu jednego uderzenia serca, w czasie którego reszta Goyla dołączyła do jego głowy. Wyciągnął świeżo odzyskane ramię, w którym trzymał srebrzysty płaszcz, prosto przed moją twarz.

    Już go wcześniej widziałem; McGonagall go znalazła. Przypominał mi jeden z śmiercio... ehm, śmiertelnie przebojowych płaszczów mojego ojca. W każdym razie musiała go odrzucić, gdy zbroje rozpoczęły atak.

    Wstając podszedłem do wyposażonego już teraz we wszystkie kończyny Goyla.

    "Gdzie go znalazłeś?"

    "Leżał na tym krześle. Chciałem go sobie przymierzyć. Dlaczego tak odskoczyłeś? Nie myślałeś, że dobrze na mnie wyglądał?"

    Poczułem jak znajomy złośliwy uśmieszek pokazał się na mojej twarzy, gdy zdałem sobie sprawę czym był ten płaszcz. Super łajdak był znowu w akcji.

    "Myślę, że właśnie znalazłem sposób na wydostanie nas stąd," poinformowałem ich czując się naprawdę nikczemnie.

    Mówiłem wam, że byłem genialnym złoczyńcą. W przyszłym tygodniu zrzucę tą szukającą Krukonów z miotły jeszcze ze dwa razy.

    ~*~*~*~

    "Nieważne," wymamrotałam słabo, podczas gdy każda kropla krwi z mojego ciała popłynęła w kierunku twarzy.

    Nie powstrzymało go to, zresztą wcale na to nie liczyłam. Kiedy cieszył się z czyjegoś nieszczęścia na jego twarzy zawsze pojawiał się złośliwy półuśmieszek. Zwykle skierowany on był do Nevilla, Harry'ego i Rona (dokładnie w tej kolejności), ale tym razem był on przeznaczony dla mnie.

    "Ależ skąd, proszę to rozwinąć, panno Granger,"odpowiedział, a brzmiało to tak jak gdyby wyraził zainteresowanie moim wyliczaniem właściwości smoczej krwi, a nie moim wygłoszonym przejęciem z powodu jego pocałunków.

    "Nic się takiego nie stało, prawda? Powinniśmy się spotkać z pozostałymi jak sam wcześniej powiedziałeś." Chciałam przejść obok, ale zanim dotarłam do drzwi, chwycił mnie za ramię i zmusił do spojrzenia mu prosto w oczy.

    Przypomniała mi się kolacja z rodzicami, gdy miałam około siedmiu lat. Jedliśmy kurczaka i o mało co nie udławiłam się jedną z kości. Przez jeden okropny moment byłam sztywna z przerażenia, gardło miałam zablokowane kością, nie mogłam odychać. Byłam sparaliżowana, dopóki mój tato nie przekręcił mnie w powietrzu do góry nogami i nie wydusił kości, wtedy powietrze wpłynęło do moich płuc ponownie.

    Teraz czułam się podobnie.

    Z wyjątkiem powietrza wpływającego do płuc.

    Z chwilą, gdy nasze oczy się spotkały, zostałam uwięziona między wdechem a wydechem, nie byłam w stanie się poruszyć ani odezwać.

    On także się nie odzywał, ale przykuwał mnie swoim spojrzeniem. Nie mogłam tak naprawdę odczytać jego wyrazu twarzy, ale mogło to być związane z tym, że wszystkie neurony w moim mózgu sukcesywnie przestawały działać. Wysyłały mi tylko pojedyncze myśli w stylu "... naprawdę... najbardziej intrygujące oczy..." i "...wiem, to zły pomysł, żeby go znowu pocałować... ale nie pamiętam dlaczego..."

    Byłam dziwnie świadoma jego dłoni na moim ramieniu. Teraz kiedy wiedziałam kim byliśmy, ten dotyk wydawał się jeszcze bardziej intymny niż wcześniejsze pocałunki.

    Wiedziałam, że nie będzie nikogo, kto przytrzymałby mnie i odwrócił do góry nogami do czasu aż odzyskam zmysły, a mój mózg zacznie ponownie działać.

    ~*~*~*~

    "Musimy ją uratować, Harry!" krzyczał Ron Weasley. Harry Potter przytaknął wyglądając na wstrząśniętego. Mimo że rozumiałam ich chęć działania, znałam też sposób myślenia dyrektora. Dlatego nie byłam nawet zaskoczona słowami Albusa.

    "Panie Weasley, sądzę, że panna Granger była wcześniej w o wiele bardziej niebezpiecznych sytuacjach. Myślę, że nie powinniśmy zawstydzać ich jeszcze bardziej i ufać, że rozwiążą tę sytuację w swoim własnym zakresie."

    Chłopcy wyglądali na wściekłych i nie dostrzegli iskierki rozbawienia widocznej w spojrzeniu Albusa. Czułam się zobowiązana interweniować, "Albusie, uważasz to za rozsądne?"

    "Masz ochotę na cytrynowego dropsa?"

    "W jaki sposób, na Merlina, wpadli na pomysł, że..."

    "Są przyjemnie odświeżające."

    "Powinniśmy przynajmniej sprawdzić czy odzyskali wspomnienia."

    "Trochę kwaśne na początku, ale robią się słodsze, gdy już je trochę possasz."

    "Albusie, mógłbyś proszę przestać mówić przez chwilę o dropsach?"

    Popatrzył się na mnie jak gdyby zobaczył mnie poraz pierwszy. "Przepraszam Minervo, mówiłaś coś? Powinniśmy rozważyć nasze działania odnośnie całej tej sprawy." Odwrócił się do dwójki młodych Gryfonów, którzy nadal byli wściekli. Zaczęłam się zastanawiać - czy znowu - nie wiedział więcej niż wszyscy.

    Bo przecież nie mógł być aż tak szalony, jak się właśnie zachowywał?

    ~*~*~*~

    Byłem zbyt wspaniałomyślny, zbyt dobry, naprawdę. Musiało to być rodzinne. Malfoyowie mieli historię do wpadania w kłopoty przez swoje miłe zachowanie. Weźmy na przykład mojego ojca. Zawsze dążył do zachowania wiedzy i umiejętności dla przyszłych pokoleń, nigdy nie prosił o nic w zamian - spotykał się zawsze z wrogością ludzi oskarżających go o kolekcjonowanie artefaktów i ksiąg związanych z czarną magią.

    Albo na przykład ja. Naprawdę powinienem był zostawić Crabbe'a i Goyle'a samym sobie, wziąźć pelerynę niewidkę, którą znaleźliśmy i wiać ile sił w nogach. Jedynym powodem, dla którego tego nie zrobiłem, było to, że byłem zbyt miły.

    Ehm, no i dlatego, bo gdyby ich przyłapano, wszyscy z łatwością by się domyślili, kto naprawdę to wszystko obmyślił. Przecież cała ta sytuacja nosiła w większym lub mniejszym stopniu "znamiona geniuszu." A to od razu było wyraźną wskazówką prowadzącą prosto do Malfoya.

    Nieważne, że plan zawiódł.

    Chwilkę,właściwie to jeszcze nie zawiódł. Był w trakcie zawodzenia.

    W każdym bądź razie, nie zostawiłem dwóch idiotów na pastwę losu. Więc teraz walczyłem o każdy wdech świeżego powietrza, ściśnięty pod peleryną niewidką z tymi głupimi, przerośniętymi kreaturami, nie mając w ogóle wpływu na kierunek naszego ruchu z dala od naszych uprzednich ofiar. Zdarzył się cud, że udało nam się wydostać na korytarz, nie będąc zauważonymi przez Dumbledora, McGonagall, Pottera i Weasleya.

    Natomiast nie było cudem to, że nie udało nam się przejść obok nich.

    Widząc dyrektora, Crabbe zaczął panikować. Narawdę usiłowałem mu wytłumaczyć koncepcję niewidzialności tak, żeby zrozumiał, ale najwyrażniej jego mózg nie potrafił zaakceptować faktu, że sam nie mógł być widziany przez tych, których spotykał i widział. Zaczął się cofać, próbowałem go powstrzymać. Goyle zamienił się w żywy posąg nie wiedząc co robić. A ta cholerna peleryna była o wiele za mała, aby ukryć przepychanki wielkości Crabbe'o-Goyle'a. Próbowałem skierować swoją różdżkę na Crabbe'a, ale straciłem swoją już i tak nadwyrężoną równowagę. Kiedy sięgnąłem po kołnierz Crabbe'a, aby ją jednak zachować, wszystko zdarzyło się bardzo szybko.

    Przestraszony Crabbe odskoczył do tyłu natychmiast, gdy tylko go uchwyciłem pociągając mnie za sobą. Z Goylem zachowującym się jak oś, zaplątaliśmy się w półobrocie, półwyskoku i obracając się uderzyliśmy prosto w Pottera i Weasleya.

    ~*~*~*~

    "Auu!"

    "Co do... uughhh!"

    "Złaź ze mnie, Malfoy!"

    "Nie mogę... auu!"

    "Ron?"

    "Jestem na dole!... Ehh, ratunku?"

    "Gdzie moja różdżka?"

    "Nie wiem. Ooo, jest moja."

    "Nie twoja, Weasley."

    "Zamknij się, Malfoy. Poczekaj tylko, aż będę mógł ruszyć ręką na tyle, żeby skierować ją na ciebie."

    "Racja, zamknij się, Malfoy. I złaź z mojej nogi."

    "Nie mogę, Potter. Crabbe, mógłbyś się w końcu ruszyć?"

    "Ale Draco, Goyle jest za ciężki."

    "Goyle, rusz się!"

    "Nie mogę, Draco," stęknął, "Nie mam nóg."

    Jakkolwiek zabawne by to nie było, zdecydowałem się wyciągnąć Gryfonów z tego spowodowanego przez Ślizgonów nieszczęścia i usunąłem błyszczący fragment materiału z nóg Goyla. Kilka ruchów różdżką później, stanęli na przeciwko siebie gotowi do ponownego rzucenia się sobie do gardeł.

    Kiedy tylko młody Malfoy i jego pomocnicy pojawili sie nagle przed nami i wpadli na pana Pottera i Pana Weasleya, zrozumiałem od razu, kto spowodował całe wcześniejsze zamieszanie.

    "Przypuszczam, że sprawcy właśnie się ujawnili, Minervo." Podniosłem pelerynę. "I prawdopodobnie próbowali uciec właśnie przy pomocy tego."

    Usta Minervy zacisnęly się w najwęższą linię jaką widziałem, w tym również liczę sytuację, gdy dałem Severusovi parę czerwono-złotych skarpet jako prezent na Gwiazdkę.

    "Czekam na wyjaśnienia," zażądała od Ślizgonów.

    "Nie zrobiliśmy nic złego," zaczął Draco Malfoy. Jego z góry skazana na niepowodzenie próba udawania niewiniątka nawet mnie rozbawiła, mimo że ta sprawa była zbyt poważna bym mógł o niej zapomnieć. Ponieważ jeśli miałem rację, trójka ta użyła jednego z zaklęć, które wpływają na pamięć - 'Confutatis'- zostało ono wynalezione, aby pozbawić obiekt wszystkich osobistych wspomnień. Stworzył je jeden ze zwolenników Voldemorta w celu stworzenia nowego i ulepszonego Śmiercożercy. Zaklęcie to było uważane za nieetyczne, a jego rzucanie zostało zakazane, nawet jeśli nie miało on rangi Zaklęć Niewybaczalnych. Zaklęcie to było oczywiście niebezpieczne i nawet Lucjusz powinien wiedzieć lepiej i nie uczyć swojego bachora tak silnej czarnej magii jak ta.

    "Myślisz, że uwierzymy w te pierdoły?" wtrącił Ron Weasley i poczułem się zmuszony zabrać głos. "Język, panie Weasley!"

    Malfoy zrobił się bardzo blady, ale nadal próbował. "Chcieliśmy tylko... wziąść coś... z kuchni. Przepraszamy za nieprzestrzeganie ciszy nocnej, to się już więcej nie powtórzy."

    Jego przyjaciele próbowali mu pomóc, co jak przypuszczałem wywołało tylko większy stres. "Tak, w ogóle nie próbowaliśmy rzucać pamięciowego zaklęcia," dodał Crabbe. "Aww! Dlaczego to zrobiłeś, Draco?"

    "Wierzę, że to powinno załatwić całą sprawę. Używaliście czarnej magii na terenie Hogwartu, z własnej woli postanowiliście zaszkodzić swoim kolegom łamiąc więcej zasad niż mogę wyliczyć w tym momencie. Jesteście w większych kłopotach niż sobie to możecie wyobrazić. Musicie zostać surowo ukarani." Nie często zdarzało mi się widzieć Minervę aż tak wzburzoną. Wyglądała dokładnie tak samo jak trzy lata temu, gdy musieliśmy schwytać Croucha zaraz po zakończonym Turnieju Trójmagicznym. Albo jak wtedy, gdy utknęła w swojej zwięrzęcej formie i musiała poradzić sobie z Syriuszem, również w jego animagicznej postaci, który gonił ją po terenach wokół Hogwartu.

    Wydawało się, że Malfoy przwidywał swoje natychmiastowe wyrzucenie z Hogwartu, ponieważ zbladł jeszcze bardziej. Gryfoni starali się ukryć przede mną swoje pełne złośliwego zadowolenia uśmieszki. Postanowiłem więc oddać im przysługę i udawałem, że ich nie zauważyłem.

    Zamiast tego zacząłem się zastanawiać co robić. Wtedy przyszedł mi do głowy znakomity pomysł. Surowa kara.

    "Minervo," powiedziałem, "sądzę, że znam odpowiednią osobę do tego zadania."

    ~*~*~*~

    Kiedy weszliśmy ponownie do pomieszczenia, w którym zostawiliśmy Hermionę i wrednego, oślizgłego potwora, dwie rzeczy stały się dla mnie zupełnie oczywiste.

    Pierwsza, wbrew powszechnym przypuszczeniom, Draco Malfoy posiadał uczucia jak każdy człowiek. Wyraził je dławiąc się, wymiotując i padając na podłogę.

    Powodem, dla którego to zrobił, była: Druga rzecz, ani Hermiona ani w.o.p. (patrz: wredny, oślizgły potwór) nie odzyskali jeszcze swoich wspomnień. Nadal się całowali.

    "Ughhh!" było wszystkim, co powiedział Malfoy, zanim jak długi padł na podłogę. Leżał tak i patrzył się w przestrzeń pustym wzrokiem próbując uniknąć rzeczywistości. Crabbe i Goyle, nie tak utalentowani i szybcy w reagowaniu, poprzestali na tępym patrzeniu się przed siebie, prosto na opiekuna Slytherinu całującego moją najlepszą przyjaciółkę.

    Spojrzałem na Rona. Na jego twarzy zobaczyłem taką samą odrazę jaką czyłem sam.

    "Nadal nie mają pojęcia kim są," powiedział nerwowym głosem. "Może powinniśmy zaprowadzić ich do skrzydła szpitalnego."

    "To wcale nie jest zły pomysł. Na pewno będziemy tam mieli pod ręką sporo środków dezynfekujących, a pielęgniarka zna też kilka zaklęć uspokajających. Przydadzą się, gdy Hermiona odzyska pamięć."

    "Dziękuję bardzo , Harry, ale wątpię, aby to było konieczne," odpowiedziała Hermiona przerywając pocałunek i rzucając w naszym kierunku piorunujące spojrzenie. "Wiem doskonale kim jestem i co robię."

    Oczy Rona zrobiły się duże jak spodki. "Ty..."

    Poczułem jak opada mi szczęka, nie mogłam wydusic z siebie sensownego słowa, "Ale..."

    Musieliśmy wyglądać jak idioci. Profesor Snape uniósł brew, wyglądał na zadowolonego z siebie. Czekał na nasze dalsze reakcje. Hermiona było troche rozczochrana, a ja osobiście wolałem nie myśleć dlaczego. Sposób w jaki przylgnąła do Snape'a mówił sam za siebie.

    Głos profesora Dumbledora przerwał szokującą ciszę. "Severusie, przepraszam, że przeszkadzam, ale mam tu kilku uczniów, którymi powinieneś się zająć. Wygląda na to, że członkowie twojego domu postanowili rzucić na nas 'Klątwę Confutatis.'"

    Zerknąłem w kierunku dyrektora i odniosłem wrażenie, że był bardziej rozbawiony niż zwykle. Czy on naprawdę mógł być zadowolony z takiego obrotu sprawy?

    Nie potrafiłem odczytać wyrazu twarzy profesora Snape'a, ale patrzył się on prosto w oczy Dumbledora.

    "Zajmę się tym," powiedział z rozmysłem wskazując na trzech zdziwionych Ślizgonów.

    "Bajecznie. Wszystko zostało załatwione. Teraz powinniśmy udać się na spoczynek i wykorzystać pozostałą część nocy jak najlepiej," Dumbledore odwrócił się w kierunku moim i Rona. "Wracajcie do dormitorium i spróbujcie się przespać."

    Wyglądał na zachwyconego. Nie miał zamiaru wywalić Snape'a albo chociaż uratować Hermionę?

    Ale kiedy ponownie na nią spojrzałem, nie wyglądała mi na osobę, która potrzebowała pomocy. Hermiona i Snape nie spuszczali z siebie wzroku, a sposób w jaki na siebie patrzyli sprawiał, że robiło mi sie mdło.

    Dumbledore wypchnął mnie i Rona z pomieszczenia. Udało mu sie również pociągnąć za nami protestującą profesor McGonagall zostawiając Ślizgonów, Snape i ... Hermionę?

    "Musimy zaczekać na Hermionę, profesorze!" Zaprotestowałem gwałtownie. Dumbledore nie zwrócił na moje krzyki najmniejszej uwagi. Popatrzył się na mnie z uśmiechem i powiedział: "Masz ochotę na cytrynowego dropsa, Harry?"

    "Nie, dziękuję," odparłem zirytowany, "Wolałbym zaczekać na przyjaciólkę, żeby mogła wrócić razem z nami."

    "Są bardzo smaczne i pomagają ci zapomnieć o sprawach, którymi nie powinieneś się martwić." Spojrzał na mnie znacząco. Otworzyłem usta, żeby zaprotestować, ale on uniósł dłoń. "Nie, panie Potter. Na dzisiaj koniec dyskusji. Czas dom łóżka. Natychmiast. Idźcie spać, obydwoje."

    Odwróciłem sie w kierunku Rona, który nadal był nieco zielony na twarzy. Wzruszył ramionami. Ja również nie miałem już nic więcej do powiedzenia. Ruszyliśmy więc za Dumbledorem i McGonagall w stronę wieży Gryfonów, nadal byliśmy zaskoczni i nieco otumanieni.

    Kiedy McGonagall pochyliła się w stronę dyrektora, próbowałem usłyszeć, co miała do powiedzenia.

    "Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł, prawda?" podsłuchałem.

    "Nie mam powodów, żeby nie ufać Severusowi," odpowiedział. Mogłem mu podać sto dobrych powodów na miejscu, większość z nich zaczynających się od 'były' a kończących się na 'śmierciożerca.' Ponadto, ten facet był stronniczy, oślizgły potwór!

    McGonagall nie dawała mu się zbyć. "I uważasz, że z tego powodu powinniśmy udawać, że niczego nie widzieliśmy?"

    "Oh, właściwie to zamierzam rzucić na nich okiem od czasu do czasu," uśmiechnął się, "ale jestem pewien, że pasują do siebie bardzo dobrze."

    "Albusie, mimo że szanuję twoją opinię w tej sprawie, muszę powiedzieć..."

    "Masz ochotę na cytrynowego dropsa, Minervo?"

    ~*~*~*~

    Kiedy zostaliśmy sami z trójką Ślizgonów, poczułam się trochę niepewnie. Przecież to był Malfoy i jego goryle.

    Okazało się jednak, że niepotrzebnie się martwiłam. Severus zrobił z nich sieczkę przy pomocy samych słów.

    "Zaskakujące jest to, że takim idiotom jak wy udało się rzucić klątwę tak skomplikowaną jak Confutatis. Nie zmienia to jednak faktu, że pogwałciliście ludzkie umysły," warknął. "Macie szlaban dopóki nie zakończycie szkoły za to przewinienie."

    Zauważyłam, że na twarzy Malfoya pojawił się uśmieszek. Musiało mu ulżyć, że nie został wyrzucony ze szkoły. Severus również to zauważył.

    "Nie rób sobie nadzieii, panie Malfoy. Już niedługo będziesz marzył o tym, żebyś został wyrzucony ze szkoły. Wydaje mi się, że Filch musi się uporać z kilkoma niezbyt przyjemnymi sprawami w Zakazanym Lesie, a ja z radością dostarczę mu pomocników."

    Na samo wspomnienie o tym, Malfoy od razu przestał sie uśmiechać, zaczął drżeć. Cieszyłam się tą chwilą i starałam się zachować wyraz jego twarzy dokładnie w pamięci, żebym mogła się tym cieszyć także w czasie chłodnych, zimowych wieczorów. W międzyczasie Severus (kiedy zaczęłam o nim myśleć jako Severusie? Kilka godzin temu był dla mnie 'czarnym przypominającym nietoperza strachem na wróble'. Ludzki umysł może być czasem zaskakujący!) wskazał na drzwi.

    "Już was tu nie ma!" rozkazał. "Natychmiast! Zmarnowałem na was wystarczająco dużo czasu."

    Trójka Ślizgonów ruszyła w pośpiechu do drzwi potykając się o własne nogi. Kiedy trzasnęly drzwi, ponownie zostaliśmy sami.

    Jak było powszechnie wiadome lubiłam wszystko wiedzieć, więc pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było zadanie pytania.

    "Dlaczego ich nie wyrzuciłeś ze szkoły?"

    Popatrzył się na mnie z góry. Szeptem, ale z zabójczym uśmiechem, powiedział, "Nigdy nie zabijaj, jeśli najpierw możesz spowodować ból."

    "Och," powiedziałam z niepewną miną. "Pewnie będę musiała w przyszłości popracować trochę nad Ślizgońskim sposobem myślenia."

    Jeśli to było możliwe, jego uśmiech stał się jeszcze bardziej zabójczy. "Może najpierw zaczniesz pracować nad Ślizgońskim ciałem."

    ~*~*~*~

    Mam nadzieję, że się podobało. Został mi jeszcze tylko Epilog.


    Posted at 04:56 am by severae
    Komentarze (4)

    Wednesday, May 26, 2004
    Czysta Karta, rozdz.9

    W końcu jest rozdział dziewiąty. Miał być dużo wcześniej, ale jakoś nie miałam zbyt wiele czasu. Następny powinien być za kilka dniu. Nie ręczę jednak za to. Ostatnio nie mam dużo wolnego, żeby siedzieć przed kompem. Może ostrzeżenie to powinnam dodać na początku, ale parą będzie SS/HG. Czyli jeżeli komuś się to nie podoba, niech lepiej nie czyta.



    TABULA RASA


    Rozdz.9 "Jak sobie poradzą?"

     

    Nie wiedziałem w co wierzyłem, kiedy jeszcze miałem dostęp do swoich wspomnień - ale w tej chwili modliłem się desperacko do wszystkiego, co chciało mnie wysłuchać, żeby groźny, ciemnowłosy profesor nie był ze mną spokrewniony. Poza oczywistym powodem - Harry Snape brzmiało okropnie i było to zbrodnią , a nie imieniem, kto chciałby mieć za ojca przerośniętego nietoperza uganiającego się za dziewczynami połowę młodszymi od siebie?

    Co on sobie wyobrażał? Przecież uczył w tej szkole! Zastanawiałem się, czy bycie świadkiem tego publicznego okazywania uczuć, nie spowoduje w przyszłości, gdy już odzyskam pamięć jakichś nerwicowych odchyleń w moim zachowaniu.

    Na szczęście Ron był obok i w pełni podzielał mój punkt widzenia.

    "To jest obrzydliwe," wyszeptał w moją stronę dławiąc się przy tym. "Boję się, że moje oczy wypłyną!"

    "Wyjdźmy stąd!" odpowiedziałem czując, że zbierało mi się na wymioty.

    Opuściliśmy niewielki przedpokój. Zanim jednak weszliśmy z powrotem do opuszczonego korytarza ostrożnie rozejrzeliśmy się wokół w poszukiwaniu morderczych rycerzy. Profesor Dumbledore i McGonagall poszli za nami. Musiałem przyznać, że mnie to raczej zaskoczyło.

    "Naprawdę myślałem, że wyjście stamtąd było dobrym pomysłem skoro niektórzy spośród nas potrzebowali odrobiny prywatności," Dumbledore wyjaśnił. Gdy się nad tym zastanowiłem, wyglądało na to, że dyrektor patrzył się na tą okropnie dobraną parę z iskierkami rozbawienia w oczach. Z pewnością nie mógł popierać ... tej rzeczy, którą robili? Coś mi w tym wszystkim nie pasowało, coś było nie tak.

    Na szczęście profesor McGonagall także podzielała mój punkt widzenia (i z tą myślą również nie czułem się najlepiej). "Doprawdy Albusie, czy myślisz, że powinniśmy tolerować takie zachowanie?" wyszeptała, ale wystarczająco głośno, żebyśmy z Ronem też ją usłyszeli.

    Dyrektor nic na to nie odpowiedział. Zamiast tego popatrzył się prosto na mnie. "Harry, używałeś dzisiaj czarów. Pamiętasz zaklęcie?"

    Kiedy potwierdziłem kiwając głową, zapytał się mnie o okoliczności i w jakiej dokładnie sytuacji go użyłem. Powiedziałem mu.

    "Olbrzym z ogromnym psem, mówisz? I znał wasze imiona?"

    "Wiedział nawet o mocach Harrego," potwierdził Ron i popatrzył się na mnie z podziwem.

    Profesor Dumbledore wydawał się to rozważać. "Coś mi mówi, że może on być doskonałym źródłem informacji. Myślicie, że moglibyście znaleźć tą chatkę ponownie?"

    Ron wzruszył ramionami, "Byłem trochę... hmm... zajęty zostaniem przy życiu, kiedy nas tam zaciągnął, ale myślę, że możemy spróbować."

    "Bajecznie!" wykrzyknął stary czarodziej w sposób na pewno nie przystający starym czarodziejom.

    "A co zrobisz ze zbroją, jeśli ponownie postanowi nas zaatakować?" zapytała Profesor McGonagall.

    "Oczywiście będziemy musieli poruszać się bardzo ostrożnie, ale wydaje mi się, że wystarczającą ochronę zapewni nam czar, który przypomniał sobie Harry."

    "A... hmm... ehm?... Znaczy się... co z nimi?" wydukałem niewyraźnie. Wstyd i niespokojny żołądek przeszkodziły mi w lepszej wymowie. "Nie możemy ich przecież tam zostawić, prawda?"

    Znowu zauważyłem ten błysk w oku dyrektora, gdy odpowiedział, "Ufam, że są efektywie chronieni przez zaklęcie, które przypomniała sobie panna Granger."

    Dość szybko przetruchtaliśmy obok Wielkiej Sali w kierunku drzwi frontowych. Gdziekolwiek poszli rycrze, nie zobaczyliśmy ich ponownie.

    W chwili gdy znaleźliśmy się przy drzwiach prowadzących do sali, ujrzeliśmy błyski światła.

    Zastanawiałem się nad tym, ale...

    ~quidquid latet apparbit~

    ...Hogwart zawsze krył w sobie mnóstwo tajemnic. Przynajmniej jak długo Dumbledore i McGonagall byli z nami, nie musiałem się niczego obawiać. Może to tylko Irytek.

    ...?

    Co...?

    Znowu byłem sobą.

    Zagapiłem się na Rona, na którego twarzy widziałem wyraz takiego samego szoku jaki czułem. "Ty jesteś... Harry," wyjąkał. "Nazywam się... Ron Weasley. Mam wielu braci i... siostrę. Kiedyś miałem szczura, ale okazał się złym czarodziejem. Teraz mam sowę, którą podarował mi twój ojciec chrzestny, gdy musiał się ukrywać, ponieważ został skazany za masowe morderstwo."

    Tak, to prawie podsumowywało całe życie Rona. I większość mojego, poza częścią w której musiałem mieszkać przez wakacje z okropnymi Mugolami, bo największy wróg ludzkości zabił moich rodziców.

    Nikt się nie odzywał, gdy przeczekiwaliśmy nagły powrót wszystkich naszych wspomnień. Po chwili Dumbledore zaczął chichotać przerywają ciszę.

    "Przepraszam, ale właśnie przypomniałem sobie przezabawny dowcip. Wiedźma, karzeł i trol przychodzą do baru, a trol pyta, czy chcą zobaczyć jego..."

    "Albusie," zganiła go McGonagall (Wydawało się, że nie potrzebowała wiele czasu by pozbierać się do kupy po gwałtownym odzyskaniu pamięci. Może dobrze się czuła ze swoją przeszłością albo była bardzo opanowaną osobą.), "Ktoś majstrował w naszych umysłach. Musimy odnaleźć tego złoczyńcę."

    Dumbledore pokiwał głową na znak zgody, nadal przy tym delikatnie chichocząc pod nosem. "Tak, masz zupełną rację, Minervo."

    Znowu zerknąłem na Rona. "O co chodzi?"

    "Nie wiem," wzruszył ramionami. "Przynajmniej nic złego się nie stało."

    Nagle jego oczy powiększyły się ze zgrozy. "Z wyjątkiem..."

    Wtedy do mnie też to dotarło. "Merlinie, Ron..."

    Pokiwał głową, "Znokałtowałeś Kła. Hagrid będzie wściekły."

    Zwalczyłem w sobie potrzebę, żeby nim potrząsnąć. "Nie to. Myślałem o Hermionie!"

    Oczy Rona powiększyły się jeszcze bardziej, omal nie wyskoczyły mu z oczodołów. "O mój...," wyszeptał.

    Pokiwałem głową ze śmiertelną powagą. "Hermiona całowała Snape'a."

    Nawet najbardziej potępiający wzrok McGonagall nie mógł powstrzymać Rona przed rozpoczęciem tyrady na temat Mistrza Eliksirów, który na pewno by nie przeżył, gdyby w tej chwili był obecny.

    ~*~*~*~

    To była szybka decyzja. Bardzo dobra, musiałem dodać.

    Kiedy powstrzymała zbroję próbującą mnie zabić i zaczęła histeryzować martwiąc się o mnie, miałem nagły błysk zrozumienia, co mogło mnie w niej pociągać na pierwszym miejscu. Kiedy tak stała przede mną martwiąc się o moje zdrowie, nie była już dłużej tylko nieznośnie wścibskim źródłem irytacji. Zamiast tego zobaczyłem przed sobą kogoś, kto naprawdę troszczył się o mnie (Nie wiedziałem dlaczego, ale dziwnie się z tym czułem. Może byłem kimś w rodzaju samotnego wilka... chwileczkę... wilk... to również z czymś mi się kojarzyło...), kto oprócz tego zaprezentował raczej imponujące magiczne zdolności. I była piękną młodą kobietą, gdy tylko przestawała zachowywać się jak bezradna i tracąca nadzieję osoba. Oprócz tego, nie mogła raczej być dla mnie kimś obcym. Prawdopodobnie mieliśmy też za sobą historię i było to na pewno coś więcej niż budzenie się obok siebie.

    Poza tym naprawdę chciałem, żeby zaprzestała swojej tyrady.

    Więc ja pocałowałem.

    Mogłem zauważyć, że była zaskoczona takim obrotem sprawy, ponieważ usiłowała cofnąć się nieznacznie. Instynktownie i z determinacją przyciągnąłem ją do siebie. Nie miałem zamiaru pozwolić jej odejść tak łatwo. Twierdzenie, że szybko doszła do siebie, byłoby niedomówieniem. A twierdzenie, że odpowiedziała na mój pocałunek, byłoby matką wszelkich niedomówień.

    Chociaż przecież wiedziałem, że mieliśmy w tym praktykę. Musieliśmy, ponieważ bez żadnych wątpliwości teraz byliśmy w tym bardzo dobrzy. Zacząłem się zastanawiać, jak daleko posuneliśmy się w przeszłości. Czy my... znaczy się... czy ja... czy my?

    Oceniając to z mojego subiektywnego punktu widzenia (odnosiłem się w tym momencie do bardzo osobistych reakcji) ... jeśli chodziło o mnie, mógłbym ją zjeść na miejscu. Nie zauważyłem żadnych obiekcji z jej strony. Ale ponieważ czułem na sobie oczy mojego pracodawcy i współpracownicy, zadowoliłem się przyciągnięciem jej do siebie. Moje ręce zajęły się zbadaniem tego co miała do zaoferowania. W końcu była dla mnie nieznanym terytorium, chociaż prawdopodobnie miałem wcześniej możliwość gruntownego jej zbadania.

    Nawet nie byłem całkowicie świadomy tego, że pozostali cicho wymknęli się z pokoju. Nie miałem pojęcia, gdzie zamierzali pójść. Mogliby iść w kierunku nadjeżdżającego pociągu i nie obchodziłoby mnie to w najmniejszyn stopniu w tej akurat chwili. Byłem zajęty.

    I jakoś w trakcie tego wszystkiego, mój lewy rękaw uniósł się troche i odkryłem na ramieniu wytatuowaną czaszkę z czymś, co wyglądało jak wąż i wydobywało się z jej otwartych ust.

    "Masz tatuaż?" zapytała panna Granger przerywając pocałunek, ale nie próbowała się wymknąć z moich objęć. Rzuciłem gniewne spojrzenie na tą głowę kościotrupa. Była obrzydliwa.

    "Najwyraźniej. Hmm... To bardzo... nowoczesne z mojej strony."

    "Przynajmniej to nie jest serce z moim imieniem przebite strzałą," zażartowała. To dopiero był przerażający pomysł!

    "Przynajmniej w takim wypadku wiedzielibyśmy jak masz na imię," odpłaciłem jej tym samym, ale tylko się uśmiechnęła.

    Przysunęła się bliżej mojej twarzy i szepnęła, "Możesz mnie nazywać jak ci się podoba," zanim znowu mnie pocałowała. Myśli o różnych zrobnieniach znalazły się w mojej głowie. Odrzuciło mnie od tego wewnętrznie.

    Nagle...

    ~quidquid latet apparebit~

    Zdałem sobie sprawę, że opiekun Slytherinu całował niesławną Hermionę Granger, pannę wszystkowiedzącą i Gryfonkę mugolskiego pochodzenia.

    Wtedy odrzuciło mnie również zewnętrznie.

    ~*~*~*~

    Wyrzucą mnie ze szkoły!

    Wyrzucą mnie ze szkoły na kilka tygodni przed zakończeniem za zabicie nauczyciela. Bo przecież po tym wszystkim co się stało, nie mogłam mu pozwolić żyć, mogłam?

    Gniew, z którym się na mnie patrzył... byłam w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

    Godryku!

    Gdybym wiedziała jak, rzuciłabym na siebie Obliviate na miejscu. Ale nie uczą tego czaru w Hogwarcie, ponieważ wtedy uczniowie mogliby stale powodować, że ich nauczyciele zapominaliby o szlabanach i zadaniach domowych.

    Nie wiedziałam dlaczego, ale nagle byłam znowu Hermioną Granger i była to ostatnia osoba na świecie, którą chciałam być. Gdybym mogła, z radością wróciłabym do mojego poprzedniego stanu nieświadomości i zapomniała o tym, kim byłam na zawsze.

    Nadal się na mnie patrzył. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą było słychać moje stłumione pojękiwania, panowała cisza, którą można było kroić nożem. Dlaczego się nie odzywał? Mógłby coś powiedzieć, cokolwiek?

    Wtedy do mnie dotarło. Zupełnie stracił zdolność mówienia. Ten mężczyzna, którego kąśliwe uwagi zawsze trafiały tam, gdzie najbardziej bolało, nie wiedział co powiedzieć. To odkrycie przeraziło mnie bardziej niż cokolwiek innego.

    Cofnął się o kolejny krok. Zmusiłam się, żeby odwrócić wzrok od jego zszokowanej twarzy. Twarzy, która jeszcze przed paroma sekundami była tak blisko mojej.

    Zamknij się! Jeśli chciałam to przetrwać w miarę zdrowa na umyśle, musiałam rozpocząć represje wspomnień w tym właśnie momencie. ... ... ... Ugh! Nie działało!

    A to nie było wcale najgorsze, prawda? Była we mnie jakaś cząstka - ta bardzo, bardzo odosobniona, głupia, prymitywna, niedpowiedzialna, hedonistyczna część mnie - która nadal była pod wrażeniem dotyku jego ust.

    I chciała go poczuć ponownie.

    Powiedziałam, zamknij się! Wow, w mojej głowie przydałyby się porządki. O zbyt wielu rzeczach myślałam równocześnie. Do tej pory udało mi się zidentyfikować dwa główne głosy. Pierwszy krzyczał w agonii, ponieważ pocałowałam mojego złego profesora od eliksirów, podczas gdy drugi rozważał całą sytuację w stylu: Wow, nigdy bym nie zgadła, że potrafił tak świetnie całować.

    Cały ten zamęt w moich myślach został gwałtownie przerwany przez głos Mistrza Eliksirów. "Ahem... ,"

    powiedział. Do tego momentu w swoich rozmyślaniach doszłam również, ale dziekuję, że o tym wspomniałeś.

    "Przypuszczam, że także odzyskałaś pamięć?" zapytał ostrym, ale najgrzeczniejszym tonem głosu jaki u niego kiedykolwiek słyszałam. Musiał być tak samo zawstydzony jak ja. Nie, chwileczkę, przecież to on mnie pocałował pierwszy. Musiał być bardziej zawstydzony niż ja.

    "Widzę, że poważnie pomyliliśmy się w ocenie sytuacji," kontynuował udowadniając po raz kolejny, że był mistrzem, kiedy chodziło o niedomówienia.

    Szczerze nie wiedziałam co powiedzieć, a neurony w moim mózgu były nadal nieco otumanione przez wcześniejsze intensywne emocje. Byłam w stanie tylko pokiwać głową na znak zgody. To wcale nie znaczyło, że nie ufałam swojemu głosowi. Tylko... nie ufałam swojemu głosowi. Mógł mnie zdradzić i wtedy powiedziałabym coś w rodzaju, 'Nieważne, mógłbyś mnie znowu pocałować?' To było właśnie sedno sprawy - źle się czułam, bo profesor Snape mnie pocałował.

    Ale czułam się jeszcze gorzej, ponieważ przestał.

    ~*~*~*~

    Sytuacja, w której się znalazłem była zła. Pocałowałem uczennicę. Na dodatek to nie była jakaś tam uczennica, tylko Hermiona Granger, mól książkowy, ucieleśnienie kłopotów, Gryfońska prymuska.

    Jeszcze gorsze było, że sprawiło mi to przyjemność.

    To prawda, że w ciągu ostatniego roku rozwinęlo się u mnie niewielkie zainteresowanie tą dziewczyną. Było to w pewien sposób nieuniknione, przecież wyróżniała się na tle klasy potrafiąc uwarzyć z łatwością nawet najtrudniejsze eliksiry. Nie mogłem nic na to poradzić, że ją zauważyłem. I myślałem tu o prawdziwym zauważeniu. Jednego dnia była dla mnie tylko sprytną dziewczyną, a następnego już oszałamiającą i błyskotliwą młodą kobietą. Po tym spędziłem tyle czasu na jej obserwacji przy pracy, że potrafiłem bardzo łatwo przywołać w pamięci obraz jej skoncentrowanej twarzy. Przypuszczałem, że obraz ten zostanie teraz zastąpiony zupełnie inną fantazją. Nadal widziałem ją lgnącą do mnie, pragnącą mnie...

    I to było właśnie najgorsze. Cokolwiek spowodowało jej pełną pasji reakcję na mój dotyk, do tej pory na pewno już minęło. Była tak blisko, a teraz znowu znalazła się poza moim zasięgiem. Zostawiając mnie z pełną goryczy wiedzą, co mogłoby być między nami.

    ~*~*~*~

    To źle, że całowałam się z kimś, kto powinien być najbardziej odrażającym mężczyzną na ziemi.

    Ale jeszcze gorsze było to, że nie czułam odrazy. Byłam w połowie zażenowana, w połowie przygnębiona - i w połowie ekstatyczna.

    Nie było niczego, co mogłabym powiedzieć w swojej obronie. Podobała mi się każda sekunda tego doświadczenia. W ciągu ostatnich kilku godzin miałam okazję odlądać Severusa Snape'a z zupełnie nowej perspektywy i w jakiś sposób pozbawiło go to jego najbardziej przerażających cech charakteru.

    Do tej pory mój sposób jego postrzegania był zabarwiony pierwszym wrażeniem, które było raczej katastrofalne. Teraz zaczęłam się zastanawiać - czy gdyby Harry nie przekonał mnie do podejrzewania go o chęć kradzieży Kamienia Filozoficznego, czy sama też straciłabym do niego zaufanie? Na pewno wtedy jeszcze się go nie bałam, kiedy tej pamiętnej nocy szliśmy przez zamek. Czy gdyby Ron go nie nienawidził - to ja nigdy bym go nie znielubiła? OK, może po jego uwadze na temat moich zębów. Prawda. Nienawidziłam go.

    Niestety to była nieprawda, wielkie kłamstwo. I to właśnie było coś godnego etykietki "naprawdę, naprawdę niedobre."Ponieważ teraz nie mogłam przestać myśleć o nim i jak to było znaleźć się w jego ramionach. To była dokładna pozycja, w której coraz bardziej rozszerzająca się część mojego mózgu planowała mnie umieścić ponownie.

    ~*~*~*~

    Co ktoś mógłby powiedzieć w takiej sytuacji jak nasza?

    Przez chwilę zabawiłem się myślą o pozbawieniu Gryffindoru kilku tysięcy punktów za jej nieodpowiednie zachowanie, ale wątpiłem czy przyjęłaby to w milczeniu. Milczenie było jedyną rzeczą, która w tym momencie stała między mną, a całkowitym upokorzeniem.

    Spróbowałem więc pomóc jej zrozumieć ten prosty fakt.

    "Panno Granger, na pewno jesteś świadoma delikatności sytucji, w której się znalazłem przez nasz romans?"

    Uniosła brew spoglając na mnie. Uhh. Zły dobór słów z mojej strony. Chyba poraz pierwszy. "Miałem na myśli... To nie jest romans. No może jest, ale nie mamy przecież żadnego. Wiesz o co mi chodzi, prawda?" zniecierpliwiłem się.

    "Jak już mówiłam wcześniej, nie ma potrzeby, żebyś traktował mnie z góry. Poza tym, to nie ja to zaczęłam," przypomniała mi. Taka odpowiedź nie mogła obyć się bez odpowiedniej zemsty.

    "Nie, również nie ty to zakończyłaś," odwarknąłem. "Teraz wierzę, że obydwoje się zgodzimy, aby utrzymać ten... interes... w tajemnicy?"

    "Jakby to była sesja całowania, o której mogłabym opowiadać. Już siebie widzę dyskutującą o tym z Lavender: Tak, miałam język profesora Snape'a w ustach i to naprawdę, ale to naprawdę mnie podnieciło," parsknęła szyderczo (zawsze szybko się uczyła, już miała opanowana technikę drwiących uśmieszków od tylko krótkiego czasu spędzonego ze Ślizgonem).

    "Więc zgadzamy się co do tego?" powtórzyłem ostro.

    Pokiwała głową. Od razu poczułem ulgę, prawie taką samą jak wtedy, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że nie byłem ojcem Pottera. "Powinniśmy znaleźć pozostałych i wyjaśnić to całe zamieszanie. Ktoś za to zapłaci. Możesz też powiedzieć Potter'owi i Weasley'owi, żeby trzymali buzie na kłódkę, jeżeli cenią swoje życie."

    Naprawdę powinienem rzucić na nich Obliviate, ale wiedziałem, że Dumbledore się temu sprzeciwi. Czasami nienawidziłem bycia jego dłużnikiem...nie, chwileczkę, zawsze nieznosiłem bycia jego dłużnikiem.

    Odwróciłem się z rozmachem powiewając szatą, musiałem przecież nadal wyglądać imponująco i przerażająco. Ruszyłem w kierunku drzwi.

    I zatrzymałem się.

    I odwróciłem się.

    "Czy ty właśnie powiedziałaś 'i to naprawdę, ale to naprawdę mnie podnieciło'?"

    ~*~*~*~


    Posted at 01:29 am by severae
    Komentarze (10)

    Saturday, May 22, 2004
    Aniołek; M&M

    Dzisiaj kilka kolejnych interesujących opowiadań o Roswell i oczywiście o Michaelu i Marii. Wydaje mi się, że to jedyna konwencjonalna para, o której lubię czytać fanfiction. Przeważnie jednak wolę nietypowe pary, tj. Trory (Kochane Kłopoty), Saitou/Misao (Rurouni Kenshin), Xel/Ame (Slayers) i jeszcze kilka innych.


    1. Aniołek - Angel by Diane; M&M; Zanim Michael zostawił Marię, żeby zrealizować swoje przeznaczenie z Izabel, spędził ostatnią noc z Marią. Po trzech miesiącach okazuje się, że Maria jest wciąży. Trójka kosmitów postanawia zapomnieć o przeznaczeniu. Nacedo robi wszystko, żeby im przeszkodzić. Rating - PG-13.
    2. Ponowne spotkanie - Coming Together by Mnemosyne; M&M; crossover z  "Drużyną A." Szóstka nastolatków z Roswell wynajmuje sławną Drużynę A, aby pomogła im się uwolnić od agentów FBI, którzy robili się coraz bardziej niebezpieczni. Rating - PG-13.
    3. Kłamstwa nie pomogą - Lies Can Tear You Apart by VallyGirl; crossover z "Magnum." Michael i Maria udają się na Hawaje, żeby odnaleźć ojca Marii. Wynajmują do pomocy prywatnego detektywa - Magnum. Rating - R.
    4. Świadek - The Witness by Kobe; M&M, AU; Maria jest świadkiem morderstwa. Max jest gliniarzem, który ma jej zapewnić ochronę. Nakbezpieczniejszym rozwiązaniem wydaje mu się zostawić ją pod opieką brata - Michaela, artysty szukającego swojego miejsca w życiu. Rating - R.
    5. Ukryte uczucia - Befuddled Affection by Lux; M&M; Kosmici nie są kosmitami, jaka zagadka kryła się w ich przeszłości. Co muszą zrobić, by móc żyć szczęśliwie. Był wtym opowiadaniu jeden wyjątkowo śmieszny moment, kiedy Alex wpada na Michaela i Marię w zupełnie nieodpowiednim momencie i dostaje prezerwatywą w czoło. Rating - NC-17.
    6. Z powrotem w domu - Taking You Home by Kobe. Po fali upałów, które miały miejsce w Roswell okazuje się, że Maria jest w ciąży (^_^ znowu?). Amy postanawia wyjechać razem z córką z Roswell. Co zrobi Michael? Rating - R.
    7. Wyszeptany krzyk - Whispered Scream by Mnemosyne; M&M; Maria jest świadkiem porwania Michaela przez agentów FBI. Nawiązuje się miedzy nimi więź telepatyczne. Okazuje się że porwała go Topolsky (jest w tym opowiadaniu wyjątkowo okrutna). maria również zostaje porwana. Jak sobie poradzą w niewoli? Na co gotowi są ich przyjaciele, żeby ich odzyskać? To opowiadanie nie nadaje się dla młodszych czytelników. Zawiera wyjątkowo dokładne opisy tortur i seksu. Rating - NC-17.
    8. 4 spośród 5 dentystów - 4 Out Of 5 Dentists Recommends Me by Mnemosyne; M&M. Maria postanawia uwieść Michaela stosując się do znanego powiedzenia "przez żołądek do serca mężczyzny." Rating - NC-17. Jest sequel, pt. Dobre dla ciała - I Do A Body Good; M&M wynajmują pokój w motelu, aby spędzić trochę czasu ze sobą bez martwiena się, że ktoś może ich zaskoczyć w kompromitującej pozycji. Rating - NC-17. W obydwóch opowiadanich jest sporo humoru i seksu. Nie dla dzieci. ^_^
    9. Pilot - Palm Pilot by Mnemosyne; M&M; trochę zmieniony pierwszy odcinek Roswell. Michael i Maria próbują odegrać scenę, w której Maria ma uawać osobę potrąconą przez samochód. Sytuacja wymyka się spod kontroli. Sequel, Paczka cukierków - Candy Cluster; zmieniona wersja drugiego odcinka Roswell. Więcej M&M. Rating - NC-17.
    10. Och... Perwersje - Ohh, Kinky Series by Mnemosyne; M&M i BDSM. Seria trzech opowiadań, w których M&M odkrywają swoje fantazje. (Niegrzeczna dziewczynka, Związany Kkosmita, Kocica - niewolnica) Rating - NC-17.
    11. Wycieczka do składziku - A Trip To The Eraser Room by Laure Alexander; M&M; Michael + Maria + składzik = ? ^_^ Rating - NC-17.
    12. Korzyści kąpieli błotnych - Benefits of Mud by Laure Alexander; M&M; Michael + Maria + deszcz + błoto = ?  Sequel, Zabłocona woda - Mudy Waters; M&M + prysznic = ? Rating - NC-17.

     


    Posted at 05:20 am by severae
    Skomentuj

    Friday, May 21, 2004
    Czysta Karta, rozdz.8

    Mam już gotowy kolejny rozdział. Opowiadanie powoli zbliża się ku końcowi. Będą jeszcze dwa rozdziały, oprócz tego, plus epilog. Naprawdę bardzo się cieszę, że się wam wszystkim podoba. Dziękuję też za miłe komentarze.



    TABULA RASA


    Rozdz.8 "Wściekłość"



    Popatrzyła się na mnie. "Dlaczego uważasz nasz romans za niefortunny?"

    Z wrażenia aż się zatrzymałem. Co na Boga było nie tak z tą dziewczyną? Patrzyłem się na nią z wyrazem niedowierzania na twarzy, bo nie mogłem uwierzyć, że powiedziała to naprawdę. Jednak widząc jej pytający wzrok, przestałem mieć wątpliwości.

    "Nie oczekujesz chyba wyjaśnień?" odwarknąłem, próbując ją zastraszyć. Musiałem przyznać, że byłem dosyć zadowolony z rezultatu.

    "Tak, wyjaśnij mi."

    Hmmpf! I już po zastraszaniu. Musiałem wypróbować inne podejście.

    "W takim razie, pomyślmy. Uczę w tej szkole, ty jesteś uczennicą. Prawdopodobnie masz też ze mną lekcje. Jestem dużo starszy od ciebie, sądząc po naszych pozycjach w tej instytucji. Nadal mamy romans." W końcu to powiedziałem. "A teraz, gdybym cię poprosił, żebyś się skoncentrowała, może połączyłabyś ze sobą te wszystkie fakty i moje wcześniejsze stwierdzenie?" zapytałem złośliwie.

    Najwyraźniej nie rozumiała jeszcze pojęcia sarkazmu.

    "Tak, rozumiem oczywiste powody, dlaczego nasz związek może być czymś nieodpowiednim. Jednak z jakiegoś powodu, nie powstrzymało nas to przed jego rozpoczęciem, profesorze."

    "Miałem wrażenie, że nie wiemy, kto rozpoczął ten romans. Z resztą to już nieważne, możesz uważać, że właśnie się zakończył."

    Teraz nadeszła jej kolej, aby zatrzymać się z zaskoczeniem. "Zrywasz ze mną!?" Miała jeszcze odwagę udawać oburzoną. "Nawet mnie nie znasz," narzekała, "i już ze mną zrywasz!?"

    Wolałem na to nie odpowiadać, a ona nareszcie zostawiła ten temat w spokoju. Nie miałem pojęcia w jaki sposób zasłużyłem sobie na tą błogosławioną ciszę, ale byłem wdzięczny, że bez dalszej zwłoki i dyskusji dotarliśmy do Wielkiej Sali.

    ~*~*~*~

    "Jestem głodny."

    "Ja też."

    "Zamknijcie się, obydwoje."

    "Ale Draco..."

    "Siedź cicho, Goyle."

    "Ale ja naprawdę ..."

    Odwróciłem się i spojrzałem na niego ze złością. Cofnął się, ale nie było to wystarczająco szybko. Merlinie, czyżbym tracił rozsądek? Przeżyłem tej nocy już najgorsze do wyobrażenia koszmary. Kiedy tylko myślałem, że nie mogło już być gorzej ... oni znowu to robili. Nadszedł czas na działanie i to szybko.

    Wróciliśmy do Wielkiej Sali, co samo w sobie było cudem skoro wałęsaliśmy się po zamku już ponad godzinę. Na serio, Filch był szkodnikiem, ale był niczym w porównaniu do tej zielonookiej kulki futra. Wiedziałem, że błyszczące w ciemności zielone oczy, będą mnie prześladować do końca życia. Pani Norris przecięła nam drogę trzy razy, kiedy szliśmy do pokoju wspólnego Ślizgonów i dwa razy podczas naszej drogi powrotnej do Wielkiej Sali. Za każdym razem gwałtownie odskakiwaliśmy do tyłu i lądowaliśmy w jakiejś klasie albo szafie. Nie miałem słów, żeby opisać ten horror, jakim było ukrywanie się w szafie razem z Crabbem i Goylem. Drżałem z obrzydzeniem już na samo wspomnienie.

    Powoli otwierając drzwi do sali zdałem sobie sprawę, że mieliśmy więcej problemów. Nasze ofiary właśnie były w środku i nie mogliśmy tam po prostu wejść i rzucić przeciwzaklęcia.

    Cholera.

    "Musimy ich wywabić"

    "Ale jak, Draco?"

    "Siedź cicho i pozwól mi myśleć," zażądałem, a oni posłuchali się bez sprzeciwów. Nowopowstała cisza pozwoliła mi usłyszeć rozmowę, która właśnie miała miejsce wewnątrz. Najwyraźniej obudzili się bez żadnych wspomnień (tak, zaklęcie podziałało, byłem genialny), podzielili na grupy i przeszukali zamek. Właśnie dzielili się swoimi odkryciami, kiedy rozpocząłem podsłuchiwanie. Dumbledore i McGonagall siedzieli przy stole nauczycielskim, Snape stał naprzeciwko nich ze skrzyżowanymi na piersi rękami i raczej z zirytowanym wyrazem twarzy, Granger - w ponurym nastroju - była zaraz obok niego. Duet - Potter i Weasley - rozsiadł się na krzesłach w pewnym oddaleniu od pozostałych.

    "Więc to jest szkoła?" zapytał Potter, a Dumbledore przytaknął. "A ty jesteś dyrektorem?"

    Dumbledore przytaknął ponownie, a ja mogłem się tylko zastanawiać jak, na Merlina, się o tym dowiedzieli. "Ty jesteś nauczycielką," kontynuował Potter wskazując McGonagall, "tak jak i mój ojciec." Snape kiwnął lekko głową po usłyszeniu tego komentarza. Musiałem się z całych sił powstrzymywać przed zemdleniem.

    Ojciec?

    Chwileczkę? Jak bardzo namieszaliśmy im w głowach? Jak wpadli na pomysł, że Snape był ojcem Pottera? W tym właśnie momencie dołączyła do mojej kolekcji rzeczy niedopomyślenia kolejna myśl.

    "A co wy odkryliście?" zapytała McGonagall Pottera i Weasleya.

    "Harry jest super bohaterem,"powiedział podekscytowany Weasley, a ja musiałem walczyć z przemożną ochotą walenia głową o framugę drzwi.

    "Ehhm... potrafię robić... rzeczy," rozwinął Potter i zaczął wywijać swoją różdżką.

    Dumbledore mu przerwał. "Nie chciałbym cię rozczarować, ale sądzę, że nie tylko ty posiadasz w tym towarzystwie pewne moce."

    Widziałem jak Potter kiwał głową z przygnębieniem, gdy Dumbledore wyjaśniał, że Hogwart jest szkołą Czarodziejstwa i Magii.

    "Chcesz powiedzieć, że my wszyscy potrafimy... czarować?" To był głos Granger. Była pełna wątpliwości. "Dlaczego nie mamy różdżek?"

    "Może zgubiliśmy je w czasie tego, co się nam przydarzyło," zasugerował Weasley. Usłyszałem szelesty, kiedy zaczęli ich szukać po całej sali. Nie minęło wiele czasu, gdy profesor Snape burknął, "Tutaj!" i wyciągnął przed siebie kolekcję różdżek. Przez szparę w drzwiach zobaczyłem jak Dumbledore i McGonagall sięgneli bez wahania po swoje różdżki. Nawet Weasley i szlama zdołali instynktownie zidentyfikować swoje.

    "A co to jest?" usłyszałem pytanie McGonagall. Zaglądając do środka widziałem ją trzymającą w dłoniach błyszczący i powiewający materiał., który przypominał mi trochę kostium Śmiercio... chciałem powiedzieć, kostium na specjalne okazje mojego ojca. Ahmm.

    Skoro nikt nie potrafił zidentyfikować srebrzystego płaszcza, odłożyli go na bok, a ja postanowiłem zbadać go dokładniej nieco później. W tej chwili byłem raczej zajęty słuchaniem ich ostatnich wniosków.

    Opiekun mojego domu mówił. "Oprócz spotkań z duchami i rozmawiającymi portretami nie odkryliśmy niczego, co miałoby jakieś większe znaczenie."

    "Rozmawialiście z duchem?" dopytywał się wyraźnie zaciekawiony Dumbledore.

    "Tak," to była Granger, "Było to raczej pouczające spotkanie."

    Profesor Snape rzucił jej spojrzenie przeznaczone specjalnie dla Gryfonów. Powinno było ono zamrozić ją na miejscu, ale nie wywarło na niej wrażenia. Czyżby Snape tracił swoje umiejętności zastraszania? Horror nad horrorami!

    "Wydaje się, że jesteśmy... zaangażowani," powiedziała Granger. Zaczynałem się poważnie martwić tym, co zrobiliśmy z ich głowami. Chyba nie mogli przecież w to wszystko wierzyć?

    "W czym?" zapytał Weasley.

    Potter potrafił wyciągać wnioski o wiele szybciej. "Ugh, masz romans z moim ojcem?"

    Wydawało sie, że Weasley też w końcu załapał, "Och, miałaś na myśli ze sobą?"

    "To skończone!" wyjaśnił Snape z zaciśniętymi zębami.

    "Błe," powiedział Weasley.

    Zamknąłem drzwi i odwróciłem się w kierunku moich towarzyszy.

    "Całkowicie zniszczyliśmy ich psychikę," oznajmiłem ze spokojem. Popatrzyli się na mnie, jak gdyby to nie było nic nowego - w pewnym sensie nie było. Dumbledore był zniedołężniały od dnia urodzenia, a Potter - przypuszczałem - dostał obłędu po tym jak Sami-Wiecie-Kto rzucił na niego klątwę.

    Zdecydowałem się na działanie. "Rzucimy urok na jakiś przedmiot w sali, żeby ich przestraszyć. A kiedy wybiegną przerażeni, wejdziemy do środka i rzucimy przeciwzaklęcie."

    ~*~*~*~

    To naprawdę wyszło mi nie najlepiej.

    Jakimś sposobem wypaplałam, że coś było między nami, chociaż wcale nie miałam takiego zamiaru.

    A teraz nienawidził mnie jeszcze bardziej, a chłopcy - Harry i Ron, tak się nazywali - byli obrzydzeni. Tak na serio to nie widziałam dlaczego. Nasz związek był nieodpowiedni, prawda, ale Snape był intrygującą osobą. Teraz, kiedy o tym myślałam, zaczynałam rozumieć dlaczego mógł wydawać mi się atrakcyjny. Miał fascynujące oczy, hipnotyzujący głos i... i musiałam przestać się nim zachwycać w tej chwili. 'Weź się w garść, Granger.'

    Dumbledore i McGonagall mieli właśnie wyrazić swoje opinie, ale nie zdążyli. Nagle rozpocząło się istne piekło.

    Na początku nie wiedziałam, co się działo. Słyszałam tylko skrzypienie i chrobotanie czegoś metalowego. Odwróciłam się by stanąć twarzą w twarz z naszymi przeciwnikami. Zbroje stojące w korytarzu - ożyły! Jeszcze przed chwilą martwi rycerze unieśli miecze i ruszyli w naszym kierunku. Było źle!

    Krzyknąłam i pobiegłam do drzwi. Zaraz za mną podążyli Harry i Ron. Odgłosy ciężkich kroków, które słyszeliśmy, świadczyły o tym, że rycerze powoli zaczynali nas doganiać. Profesor McGonagall była tuż za nami. Wykrzyczała, "Uciekajcie, trzymajcie się razem!"

    Zanim wybiegliśmy z sali, zerknęłam przez ramię i zobaczyłam jak Dumbledore i Snape podjęli walkę. Wyciągnęli przed siebie różdżki, ale nie wiedzieli, co trzeba było powiedzieć. Cofali się pomału w kierunku drzwi. Nic nie mogłam poradzić na to, że odczuwałam niepokój myśląc o... o nim.

    Na zewnątrz McGonagall wepchnęła nas szybko do niewielkiego przedpokoju i zaraz poszła pomóc reszcie. Pojawili się po kilku sekundach porzucając walkę i decydując się na ucieczkę.

    Opadliśmy z ulgą na krzesła, gdy tylko usłyszeliśmy, że metalowe kroki robiły się coraz cichsze.

    "Co to było?" wydyszał Ron.

    "Mogę tylko zgadywać tak samo jak i ty," potrząsnął głową Dumbledore.

    Snape, który nadal stał najbliżej drzwi, wyglądał jakby chciał popełnić morderstwo. "Głupie dowcipy, to właśnie były głupie dowcipy."

    Zanim mógł to dokładniej wyjaśnić, drzwi otworzyły się z rozmachem i uderzyły go w głowę. Przewrócił się na podłogę. Jedna ze zbrój namierzyła naszą kryjówkę i po cichu się zbliżyła. Gdy Snape leżał bezbronny i ogłuszony, rycerz uniósł miecz.

    Nie myśląc o tym co robiłam, podbiegłam do nich. Skierowałam różdżkę w kierunku napastnika i wykrzyknęłam, "Finite Incantatum!" Nie wiedziałam skąd nagle te słowa pojawiły się w mojej głowie. Nie kontrolowałam nawet ruchów nadgarstka. Machnęłam rożdżką. Po prostu sie stało. Rycerz zatrzymał się jak zamrożony w połowie ruchu, a wszystko to przez deszcz iskier, który wytrysnął z różdżki.

    Cokolwiek sprawiło, że się poruszał, zniknęło. Ponownie stał się martwym elementem dekoracyjnym.

    "Nic ci nie jest?" zapytałam usiłując złapać oddech i szarpiąc za każdą część jego ciała, której mogłam dosięgnąć.

    Udało mu się utrzymać mnie przez chwilę na odległość, dopóki nie wstał z podłogi. Również się podniosłam.

    "Dzięki tobie. Wydaje się, że przypomniałaś sobie jakiś czar."

    Pokiwałam głową nie spuszczając z niego wzroku ani przez chwilę.

    "Słuchaj, przepraszam!" wyrwało mi się. "Za wszystko co powiedziałam wcześniej. Wiem, że mnie nie uwiodłeś i nie mam zamiaru cię zgłosić. Myślę, że to co jest między nami, jest obustronne albo nawet ja mogłam to zainicjować. Ale nie czuję się do niczego zmuszana ani nic podobnego. Cieszą się, że nic ci się nie sta..."

    Z pewnością byłam na skraju histerii, nie mogłam przestać, tak bardzo mi ulżyło, że nic mu się nie stało. Prawdopodobnie mogłabym tak mówić przez całą noc, jeśliby on nie przedsięwziął pewnych drastycznych środków, żeby mnie uciszyć.

    Pochylił się i pocałował mnie.

    Och. O mój boże.

    To nie był przeciętny pocałunek podziękowawczy. Szybko przeistaczał się w namiętny szał.

    Na początku byłam zszokowana, ale gdy pocałunek się pogłębił, odrzuciłam wszelkie wątpliwości. Kiedy otoczył mnie ramionami, pozwoliłam sobie na przeczesanie jego włosów palcami i pożegnałam cały swój zdrowy rozsądek. Wow... ten facet to dopiero potrafił całować... Zamknęłam oczy i poddałam się uczyciom, które wywoływały jego usta dotykające moich, jego język dotykający mojego...

    Przerwał pocałunek i popatrzył mi sie prosto w oczy. Zdałam sobie sprawę, że lekko się chwiałam, on również wyglądał na zdyszanego. Byłam mgliście świadoma jakiś wymamrotanych przez pozostałych komentarzy (od potępiających od McGonagal, do odgłosów wymiotowania od Rona i Harrego). Jednak w tej właśnie chwili nie miały one dla mnie najmniejszego znaczenia, na pewno nie, gdy ten właśnie mężczyzna znajdował się przede mną, jego oczy, jego usta... W jego oczach widziałam głód, co częściowo mnie niepokoiło, a częściowo podniecało.

    Zanim jednak zdołałam pozbierać się do kupy, znowu się całowaliśmy.

    Nie wyglądało na to, żeby zamierzał przestać.

    Coż, ja również nie miałam takiego zamiaru.

    ~*~*~*~

    To było naprawdę zabawne, oglądać ich wszystkich jak w pośpiechu wypadli z Wielkiej Sali. Zaczarowana Zbroja podążyła za nimi korytarzem, a my mogliśmybezproblemowo wśliznąć się do teraz już pustej sali.

    "Dobra, zajmijcie takie same pozycje jak wcześniej," rozkazałem. "To przywróci im pamięć natychmiastowo, więc musimy uważać, żeby szybko się stąd zmyć. Nie wiemy jak daleko odeszli i nie możemy dać się złapać."

    Ojciec by mnie zabił. Albo jeszcze gorzej, mógłby powiedzieć matce. Zadrżałem na tą myśl (drżenie ze strachu na niespodziwane myśli stawało się niepokjącym zwyczajem).

    Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy i równocześnie wypowiedzieliśmy słowa.

    "QUIDQUID LATET APPAREBIT!"

    Ponownie wstęgi światła zaiskrzyły i popłynęły w kierunku środka sali.

    Teraz cokolwiek by nie robili, natychmiast odzyskają wiedzę o sobie i wszystkie wspomienia.

    Cokolwiek by nie robili.

    ~*~*~*~


    Następny rozdział powinien być za jakieś dwa dni. Będzie nosił tytuł - "Jak sobie poradzą?" Mam nadzieję, że ten wam się podobał.

    Posted at 02:59 am by severae
    Komentarze (2)

    Next Page