PISADEŁKO

Opowiadania, wiersze, rekomendacje by Ness Splinter







Miejsce na moje opowiadanka i wiersze. Będę też umieszczać tu linki do fanficów, które warto przeczytać.


Opowiadania

CZYSTA KARTA

  • Rozdz.1
  • Rozdz.2
  • Rozdz.3
  • Rozdz.4
  • Rozdz.5
  • Rozdz.6
  • Rozdz.7
  • Rozdz.8
  • Rozdz.9
  • Rozdz.10
  • Epilog

    SPRAWA HONORU

  • Księga I, Rozdz.1
  • Księga I, Rozdz.2
  • Księga I, Rozdz.3a

    WSZYSTKO, CO WIEM O ZŁOŚLIWOŚCI I SARKAŹMIE, NAUCZYŁAM SIĘ OD SNAPE'A


    PIJAŃSTWO NIE POPŁACA

  • Świętowanie
  • Przebudzenie
  • Uciec czy nie uciec?

    SŁODKA ZEMSTA

  • Rozdz.1
  • Rozdz.2
  • Rozdz.3
  • Rozdz.4
  • Rozdz.5
  • Rozdz.6

    INCIDENTS: IMPERFECT LIAISON

  • Chapter 1



    Wiersze

  • Why
  • Dreadful Memories
  • Once In A Bluemoon
  • Your Touch
  • Charcoal Sun


    Rekomendacje

    Harry Potter

  • Severus/Hermiona 1, 2, 3, 4.
  • Severus/Tonks 1.

    Rurouni Kenshin

  • Saitou/Misao 1.

    InuYasha - Sess/Kag

  • 1, 2, 3, 4, 5, 6.

    Xena - Ares/ Gabriella

  • 1.

    Roswell: W Kręgu Tajemnic - M&M (Candy)

  • 1, 2, 3.




       

    << May 2004 >>
    Sun Mon Tue Wed Thu Fri Sat
     01
    02 03 04 05 06 07 08
    09 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31


    Archiwa:

    Darksarcasm
    Ashwinder
    Whispers
    AdultFanFiction
    FanFictionNet
    Twisting the Hellmouth
    Forum Naughty-Seduction.Net
    Seventh Dimension
    Roswell Desert Skies



    Stronki pomocne w pisaniu:

    Designer Potions - Slytherin Severus Snape Support Site
    The Harry Potter Lexicon
    The Internet Sacred Text Archive
    Urban Dictionary
    Translator
    SpellCheck



    Polskie Strony z Fikami o Snapie

    Mirriel's Page
    Slytherin Common Room
    Fanfik.Pl
    HarryPotter-Kawiarenka
    Harry Potter Forum




    Blogi

    Morgan Le Fay
    Nika Snape
    Nightsilence by Lilia




    Free Web Counters
    Liczydełko Pisadełka

    Contact Me

    If you want to be updated on this weblog Enter your email here:


    rss feed

  • blogdrive

    Tuesday, May 18, 2004
    Czysta Karta, rozdz.7

    Z niewielkim opóźnieniem, ale jest już rozdział siódmy. Dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście wspaniali. Dzięki.



    TABULA RASA


    Rozdz.7 "Rewelacje"


    "Dobranoc, sir Cadoganie." Pożegnałem małego rycerza na portrecie, dzięki temu zarobiłem potępiające spojrzenie od mojej prawie wszystko potępiającej towarzyszki. Niewielki bohater z obrazu udzielił nam kilku odpowiedzi i uważałem, że było grzecznie być miłym w odpowiedzi.

    Gdy wracaliśmy do Wielkiej Sali, gdzie mieliśmy spotkać resztę uczestników tej spowodowanej zaklęciem przygody, Minerwa zapytała ostrym głosem, "Naprawdę wierzysz w to, co powiedział nam obraz?"

    Odwróciłem się do niej z uśmiechem. "Sam fakt, że obraz mówił, powinien być wystarczającym dowodem na to, że to co ujawnił jest prawdą. Jeśli zaakceptujemy, że jest to Szkoła Czaroziejstwa i Magii, wszystko co się do tej pory wydarzyło, miałoby sens."

    Minerva (Sir Cadogan powiedział nam nasze imiona i stanowiska jakie, jako personel szkoły zajmowaliśmy, uważałem też, że mojej towarzyszce mniej przeszkadzało to, iż okazała się czarownicą niż sam fakt, iż ja okazałem się dyrektorem szkoły) potrząsnęła głową.

    "To jest po prostu śmieszne i wcale niczego nie wyjaśnia. No, może wyjaśnia mówiące portrety czy ruszające się schody, ale co się nam przydarzyło?"

    "Przypuszczam, że powodem naszej utraty pamięci, był czar, który się nie udał. Proponuję jednak, byśmy teraz wrócili do Wielkiej Sali i zaczekali tam na resztę. Godzina już prawie minęła i powini już tam być. Może też znaleźli kilka odpowiedzi. Niedługo będzie ranek, a do tego czasu na pewno znajdziemy pomoc."

    "Mam tylko nadzieję, że się nie zgubili. Większość z nich prawdopodobnie była studentami, a to sprawia, że jesteśmy odpowiedzialni za ich bezpieczeństwo."

    Ukryłem uśmiech. "Akceptujesz fakty?"

    "Nawet jeśli mam pewne wątpliwości co do magicznych aspektów tej eskapady, nie mogę od razu odrzucić wiadomości, że to może być szkoła. Jeśli to jest szkoła i jeśli naprawdę mamy tu władzę, to powinniśmy zająć się tą sytuacją, Albusie."

    Pokiwałem głową i ruszyliśmy w milczeniu. Wracaliśmy tą samą drogą, którą przyszliśmy, po ruchomych schodach. To była długa droga. Obraz Sir Cadogan'a znajdował się w odległym kącie zamku. Kiedy dopytywałem się o powód tego wydawałoby się wygnania, wymigiwał się od udzielenia mi informacji. Wymamrotał jednak coś o hasłach i o tym jak to tylko on był na tyle odważny by coś zrobić, poczas gdy inni stchórzyli. Najwyraźniej był strażnikiem i przepuścił kogoś nieupoważnionego, ale z tego co zrozumiałem, miało to miejsce kilka lat temu. Postanowiłem, że gdy tylko odzyskam swoje wspomnienia i władzę, przeniosę go w jakieś bardziej uczęszczane miejsce.

    Musiałem przyznać, że to miejsce było raczej przyjemne. Humor mi dopisywał, teraz kiedy wiedziałem kim byłem i gdzie.

    "Ach, jeszcze jedna dobra wiadomość."

    "Jaka?" spojrzała na mnie Minerva. Pokazałem jej niewielki okrągły przedmiot.

    "Dropsy cytrynowe. Może się poczęstujesz?"

    Zmarszczyła brwi i odrzuciła moją ofertę poczęstunku. Z zadowoleniem ssałem dropsa podczas drogi powrotnej do punktu wyjściowego naszej przygody.

    ~*~*~*~

    Nie wiedziałem jak to się stało. Przysięgam, że nie miałem najmniejszego pojęcia.

    Ale to było wspaniałe.

    Kiedy to olbrzymie psisko zbliżyło się do mnie i do Rona, instynktownie wyciągnąłem z kieszeni drewniany patyk. Wogóle o tym nie myśląc, wykrzyknąłem, "Petrificus Totalus!" i mogłem tylko obserwować ze zdziwieniem jak iskry z mojej musiałem-to-przyznać-różdżki, powaliły bestię.

    Zaczęliśmy uciekać ile sił w nogach. Zerkając do tyłu, widziałem jak gigantyczna postać człowieka pochylała się nad psem z piekła rodem i płakała.

    Biegliśmy nie zatrzymując się dopóki nie dotarliśmy bezpiecznie z powrotem do zamku.

    Ron odwrócił się w moim kierunku i usiłując złapać oddech, wydyszał, "Co... co to było?"

    Popatrzyłem się z uwagą na różdżkę, którą nadal trzymałem w ręce. "Nie wiem," odparłem zasapny. Ale było możliwe tylko jedno wytłumaczenie, prawda? Ten cały interes z różdżkami mógł oznaczać tylko jedną rzecz, prawda?

    "Może jestem jakimś bohaterem."

    Ron popatrzył się na mnie z podziwem. "Możesz zrobić jeszcze coś innego?"

    "Skąd mogę wiedzieć?"

    Rozejrzałem się wokół. Byliśmy ponownie przy wejściu do zamku i było tu wiele różnych przedmiotów, ale nie miałem pomysłów, co mogłbym z nimi zrobić. Pomachałem różdżką nad krzesłem, ale nie zauważyłem żadnej reakcji z jego strony.

    "Nie pamiętam żadnych... inkantacji albo czegośtam co potrzebujesz powiedzieć, co mogłoby sprawić, żeby coś się stało."

    "Pomyśl," ponaglił mnie Ron, ale miałem pustkę w głowie.

    "Powiedziałem ci przecież, że nie wiem. Nie mam pojęcia nawet jak to zrobiłem. Nie myślałem, co robiłem. Wszystko stało się tak szybko, to był po prostu odruch."

    "Olbrzym wspominał coś o przywoływaniu. Musiał wiedzieć o twoich mocach. Możesz coś przywołać?"

    Rozważyłem ten pomysł. Odwróciłem się w stronę krzesła i spróbowałem ponownie, "Przysuń się!" wykrzyknąłem władczym głosem, ale bezmyślny mebel całkowicie mnie zignorował. Nie zareagował też na "Rozkazuję ci!" i "Abrakadabra!" Zacząłem czuć się trochę głupio.

    "Nie działa," przyznałem.

    Ron spojrzał na mnie z nieukrywanym podziwem. "Nie szkodzi, nadal jesteś magikiem, tylko prawdziwym."

    Wzruszyłem ramionami. "Prawdopodobnie," przyznałem skromnie.

    "Genialne," podsumował Ron. Nagle spojrzał w górę. "Może dlatego zostałeś schwytany i umieszczony tutaj. Mogła złapać cię... hmmm... jakaś pragnąca władzy zła sekta. Wyczyścili twoją pamięć, aby bez problemów mogli używać twoich zdolności."

    "A co z tobą?"

    "Może też mam jakieś moce." Zaczął przeszukiwać swoje kieszenie, ale nie znalazł żadnej różdżki. "Może mi nie potrzebna," wzruszył ramionami.

    Miałem co do tego wątpliwości, ale nie chciałem niszczyć jego złudzeń. "Możliwe," skomentowałem. "Chyba powinniśmy wracać. Pozostali pewnie już są na miejscu. Powinniśmy im powiedzieć, czego się dowiedzieliśmy."

    Ron wyszczerzył do mnie zęby. "Wątpię, czy znaleźli coś tak spektakularnego jak my."

    Ach, mogł się jednak pomylić.

    ~*~*~*~

    To był jednen z najstraszniejszych momentów w moim życiu. Nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia to, że pozostałych nie pamiętałam. Ten właśnie bardzo specjalny i bardzo przerażający moment, zasługiwał na to, aby dołączyć do reszty moich najgorszych momentów w życiu. Najpierw jednak musiałam je odzyskać.

    Patrzył się na mnie z takim wyrazem twarzy, jak bym usiłowała zadźgać go łyżeczką, a ja tylko zagroziłam jego reputacji i karierze.

    Czego innego mógł oczekiwać? Ach tak... prawdopodobnie tego, byłam dziwką?

    "Proponuję, żebyś mi nie groziła, dopóki nie będziesz pewna, bez cienia wątpliwości, że to ty jesteś ofiarą," warknął. Wow, miał najbardziej intrygujący głos...

    Nie miałam najmniejszego zamiaru pozwolić mu na patrzenie się na mnie z góry. Musiałam się jakoś na nim odegrać. Odwróciłam się, skrzyżowałam ramiona na piersi i zaczęłam się dąsać.

    Tak Granger, doskonały pomysł. Co dokładnie miało mu to udowodnić?

    Spróbowałam innej taktyki. "Więc przyznajesz się?"

    Popatrzył się na mnie, jak bym straciła rozum. "Do czego niby się przyznaję, panno Granger?"

    "Ehmm...wiesz... do tego, że ... coś między nami jest..."

    "Na pewno do niczego się nie przyznaję, nie mamy wystarczająco dużo informacji. Radzę ci też nie wyciągać pochopnych wniosków."

    "Więc zaprzeczasz?"

    Zdesperowany uniósł ręce. "Mogłabyś zmienić temat?"

    Widziałam, że zaczynał tracić resztki cierpliwości, ale nie potrafiłam się powstrzymać. "Ale... ale..."

    Westchnął. "Panno Granger, przestań się natychmiast jąkać."

    "Muszę to wiedzieć," wyrwało mi się. "Ja poprostu... muszę wiedzieć."

    Westchnął ponownie. "Powinniśmy już wracać. Godzina prawie minęła."

    "Powiemy reszcie o naszych odkryciach?"

    Uniósł brew. Och. Dlaczego nie mogłam siedzieć cicho?

    "Nie ...o tym odkryciu, oczywiście," wymamrotałam.

    ~*~*~*~

    Jej skrępowanie całą sytuacją było nawet zabawne. Jedyne co nie było zabawne, to moje własne zażenowanie sytuacją.

    Przez cały czas, który spędziliśmy w klasie usiłowałem oswoić się z myślą, że byłem w jakimś związku z tą dziewczyną.

    Wyjaśniało to kilka spraw, miedzy innymi to, że obudziła się na mnie. Ale był jeszcze sposób w jaki się do mnie odzywała i to napięcie między nami, z którego powoli zaczynałem sobie zdawać sprawę.

    Kiedy szliśmy z powrotem w stronę sali, zauważyłem, że trzymała się blisko mnie. Zastanawiało mnie tylko, czy odzywające się od czasu do czasu portrety miały z tym coś wspólnego. Wyglądała na wystraszoną.

    "Myślisz, że utrzymujemy wszystko w tajemnicy?" zapytała nagle.

    Walczyłem z nagłą potrzebą, aby ją udusić. Nie mogła już odpuścić tego tematu? "Dlaczego pytasz?" warknąłem.

    "Ponieważ obudziliśmy się w pokoju z tymi wszystkimi ludźmi, którzy pewnie są również uczniami i nauczycielami. Wydawało się też, że nie mieliśmy nic przeciwko temu, że byliśmy widywani razem, zanim straciliśmy pamięć, bo w przeciwnym razie nie obudzilibyśmy się ... ehm... wiesz... w takiej pozycji w jakiej byliśmy."

    Miała czelność się jeszcze przy tym zaczerwienić. Dlaczego ciągle drążyła ten temat, jeśli była nim zawstydzona, a mnie on drażnił.

    "Posłuchaj uważnie, nie wiem czy ukrywamy nasz niefortunny romans, czy też jest on sprawą publiczną. Nie wiem nawet, kto był inicjatorem. Na pewno też nie mam o niczym innym pojęcia. Dlatego też, i będzie to eufemizmem akurat w tej chwili, jestem cały rozdrażniony. Więc jeśli chcesz, abym zachowywał się w miarę cywilizowanie w tych okolicznościach, dobrze ci radzę, żebyś przestała spekulować."

    "Och," tylko tyle powiedziała. Przez chwilę szliśmy bez żadnych dalszych przeszkód. Gdy już niemal byliśmy w sali, popatrzyła się na mnie. "Dlaczego uważasz nasz romans za niefortunny?"

    ~*~*~*~

    W nastęnym rozdziale będzie ponowne spotkanie w Wielkiej Sali i wymiana zdobytych informacji. Miłego czytania.


    Posted at 11:57 am by severae
    Komentarze (3)

    Saturday, May 15, 2004
    Zmiany na lepsze

    Dzisiaj już raczej nie umieszczę nowego rozdziału "Czystej Karty," powinien pojawić się jutro. Dziękuję Simpsiu za wszystkie Twoje komentarze. Cieszę się, że podoba Ci się opowiadanie.


    Kolejne rekomendacje opowiadań ze świata InuYashy, oczywiście parą w nich będą Sess i Kagome. Jeżeli czytam fanfiction to lubię, gdy występują w nich UC (unusual couples) - nietypowe pary.


    1. Zmiany na lepsze - Changes for the Better by Nefra; Sess/Kag; romans, przygoda. Kagome zawsze uważała się za zwykłą ludzką kapłankę, ale nie zawsze to, w co wierzymy okazuje się prawdą. Rating - NC-17, 17 rozdziałów.
    2. Czyste serce - Pure Heart by Nevadea; Sess/Kag; romans, fantasy. Kagome wypowiada życzenie, w którym prosi o drugą szansę dla Kikyo i InuYashy. Kiedy życzenie się spełnia zaczyna czuć sie niepotrzeban i odchodzi. Trafia na Tereny Zachodnie - ziemie należące do Sesshoumaru. Rating - R, 13 rozdziałów. WIP
    3. Coś w tobie - It's Just Something About You by Sesshies Girl; Sess/Kag; romans, przygoda. W czasie nowiu, gdy InuYasha zmienia się w człowieka, Kagome wyczuwa zbliżające się niebezpieczeństwo w postaci Sesshoumaru, który właśni planował pozbycie się swojego przyrodniego brata. Kagome zawiera z nim umowę, której wynikiem jest dziecko. Rating - R, 13 rozdziałów.
    4. Prośba córki - As My Daughter Wishes by Eiune; Sess/Kag; romans, akcja, przygoda. Rin nigdy nie znała swojej matki. Zawsze jednak lubiła dziwną młodą kobietę, którą spotykała, gdy podróżowała razem ze swoim przybranym ojcem - Sesshoumaru. Kiedy kobiete ratuje jej życie, Rin widzi ją jako matkę, której nigdy nie znała. Co zrobi Sess? Rating - PG-13, 12 rozdziałów. WIP
    5. Cena zemsty - Price of Vengeance by Fate; Sess/Kag; dramat, obyczaj. Sess chce się zemścić na InuYashy. Porywa Kagome. Rating - NC-17, 19 rozdziałów. WIP
    6. Moc - Power by RyuuAngel; Sess/Kag; romans, przygoda. Pierwsza część trylogii. Kagome przypadkowo spotyka Sesshoumaru na swojej drodze. Ten, zaciekawiony jej dziwnym i nietypowym zachowaniem, postanawia zabrać ją do swojego zamku. Rating - NC-17, 13 rozdziałów. Sequel, pt. Moc II: Uciekając - Running; czasy współczesne, akcja, przygoda. Druga część trylogii. Kagome staje się coraz silniejsza i ma problemy z kontrolą. Razem z Sessem napotykają kilka problemów, min. zaczynają ich ścigać agenci FBI. Rating - NC-17, 13 rozdziałów. WIP
    7. Tylko chwila - Just a Momment by RyuuAngel; Sess/Kag; romans. kagome oddala się na chwilę od grupy przyjaciół i gubi się w lesie. Znajduje ją Ses, powoli zaprzyjaźniają się. Rating - NC-17, 12 rozdziałów. WIP

    Posted at 06:21 am by severae
    Skomentuj

    Thursday, May 13, 2004
    Czysta Karta, rozdz.6

    Jest już kolejny rozdział opowiadania. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Jest w nim raczaj sporo Seva i Hermiony. Miłego czytania.



    TABULA RASA


    Rozdz.6 "Odkrywając teraźniejszość"

     

    "Powtórzcie," rozkazałem.

    Powtórzyli. Ich wymowa była okropna, ale musiała wystarczyć.

    "Dobra, teraz spróbujcie to zapamiętać do czasu, aż dojdziemy do Wielkiej Sali."

    "Ale, Draco, co jeśli nadal tam będą?" zapytał Goyle. Mimo, że nienawidziłem tego, musiałem przyznać mu rację.

    "Wtedy będziemy musieli ich z tamtąd wywabić. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nas zobaczyli." Oczywiście nie bałem się Pottera i jego fanclubu, doszedłem jednak do wniosku, że rozważniej będzie ukryć swój udział w tym przedsięwzięciu przed trzema najbardziej wpływowymi nauczycielami w szkole.

    Zamknąłem książkę. Miała tytuł: "Pożyteczne Współczesne Zaklęcia". Znalazłem ją w prywatnej biblioteczce mojego ojca, tej w lochach Dworu Malfoyów. W tej, do której nie miałem dostępu. W tej, o której nie mogłem nikomu powiedzieć. W tej z książkami, których nie sprzedawano w "Esach i Floresach." W tej...myślę, że zrozumieliście.

    Nie wiedziałem, czy książka była rzadka i cenna, ale byłem pewien, że byłbym surowo ukarany, gdyby ktoś znalazł ją w moim posiadaniu. Odłożyłem ją bardzo ostrożnie zanim wyszliśmy.

    Dwa razy sprawdziłem, czy to zaklęcie może być usunięte tylko wtedy, gdy przeciwzaklęcie zostanie wypowiedziane dokładnie w miejscu, w którym zaklęcie zostało rzucone. Szczerze, nie miałem zbyt wielkiej ochoty wracać, Crabbe i Goyle nie byli najodpowiedniejszymi towarzyszami do skradania się po zamku. Obydwaj byli raczej hałaśliwi i niezdarni. Mógłbym ganiać po zamku z dwoma Norweskimi Kolczastymi Smokami i mniej zwracałbym na siebie uwagi.

    ~*~*~*~

    "Myślisz, że mieszkamy w tym miejscu?"

    Wzruszyłem ramionami."Możliwe. Przecież mamy na sobie te jakieś szaty z naszywkami, które wyglądają tak samo, jak te herby wiszące na ścianach w tamtym pomieszczeniu."

    "No, ale może zostaliśmy porwani przez członków jakiejś sekty albo coś w tym stylu, a to co mamy na sobie to... to jakby nasze szaty ofiarne."

    Musiałem chyba się na niego zagapić z kompletnym wyrazem niedowierzania na twarzy, bo mój czarnowłosy towarzysz szybko dodał, "To chyba raczej mało prawdopodobne. Pewnie już bylibyśmy martwi albo przynajmniej pilnowaliby nas jacyś strażnicy."

    W tej chwili byłem gotów zaakceptować każde wyjaśnienie. Z każdą minutą robiłem się coraz bardziej sfrustrowany. Utrata pamięci była wystarczająco okropna, a jej utrata w takim miejscu jak to, sprawiała, że było to sto razy gorsze. Odkrywanie, że oprócz ciebie amnezję miało jeszcze kilka osób, nie powinno się było odbywać bez dużego zapasu czekolady. Już dobrze, byłem głodny od czasu, gdy opuściliśmy zamek. Może nie była to najbardziej odpowiednia chwila, żeby myśleć o jedzeniu, ale nie mogłem nic na to poradzić.

    Wyszliśmy z zamku przez duże frontowe drzwi i wędrowaliśmy bez celu po terenie go otaczającym. Cieszyłem się, że nie byłem sam, ponieważ ten zamek (z zewnątrz było oczywiste, że to zamek) wyglądał raczej przerażająco. Była prawie pełnia księżyca, więc było wystarczająco jasno i widzieliśmy, gdzie szliśmy. Wystarczająca ilość światła, która tworzyła wokół nas dosyć strzaszne cienie. Zadrżałem.

    Trochę wcześniej, razem z moim towarzyszem, doszliśmy do wniosku, że mieliśmy mniej więcej tyle samo lat, było to po tym jak porównaliśmy nasz wygląd w pobliskiej tafli jeziora. Przestraszyłem się, gdy zobaczyłem w odbiciu głowę z czerwonymi włosami, bo wysoki, rudowłosy chłopak z piegami, spoglądający na mnie był dla mnie kimś zupełnie obcym. Co więcej to, że zobaczyliśmy własne odbicie, nie przywołało żadnych wspomnień i czuliśmy się jeszcze bardziej bezradni niż wcześniej.

    Nadal kontynuowaliśmy nasze poszukiwania pomocy - hmmm - jedzenia, mój towarzysz przerwał milczenie.

    "Chyba jest jesień."

    Zgodziłem się. Nie było bardzo zimno, ale można było wyczuć powiew mroźnego powietrza.

    "Przynajmniej nie zamarźniemy," dodał.

    "Ale możemy umrzeć z głodu," odpowiedziałem ponuro.

    Zanim jednak zdążył odpowiedzieć, coś olbrzymiego stanęło przed nami. Był to ogromny człowiek. Rzuciła mi się w oczy bujna grzywa i usłyszałem jak ta kreatura ryknęła, przywodząc mi na myśl dzikie bestie. Po raz pierwszy odkąd straciłem pamięć, wiedziałem dokładnie, co miałem robić. Odwróciłem się i zacząłem uciekać

    Tylko nie dotarłem zbyt daleko.

    Jednym zwinnym ruchem, niedźwiedź złapał mnie za kołnierz, a mojego towarzysza za ramię. Zacząłem krzyczeć, kopać, miałem zamiar się obrócić, żeby go ugryźć, ale olbrzym pociągnął nas za sobą. Nadal ryczał. Po chwili udało mi się zrozumieć kilka słow, doszedłem do wniosku, że ten gigant, to w rzeczywistości człowiek. To był najwyższy, największy człowiek, jakiego widziałem... hmmm, chyba.

    Wepchnął nas do chaty, posadził na sofie i wykrzyknął, "Co sobie myślicie, łażąc tu po nocy? Myślałem, że z tego wyrośliście... Co z wami? Gapicie się, jakbyście mnie wcześniej nie widzieli... Harry?"

    "Kto?" wyrwało mi się, ale mój towarzysz szturchnął mnie łokciem. Pochylając się w moim kierunku szepnął, "Wydaje się, że wie kim jesteśmy. Zobaczmy co z tego wyniknie."

    Trochę zdezorientowany, ale bez wystarczającej ilości energii, by sprzeciwić się czemukolwiek, posłuchałem go. Harry (było to chyba jego imię) wziął głęboki wdech i powiedział, "Ehh.... więc, my tylko ...ehh, tylko sobie spacerowaliśmy, wiesz, ehh... a ty?" przerwał i popatrzył się na olbrzyma z uwagą.

    "Wyszedłem tylko z Kłem. Lubi sobie poganiać w nocy po lesie. Wtedy zobaczyłem was chodzących wokół jeziora. Co was napadło, żeby wychodzić w czasie ciszy nocnej? Odprowadzę was do zamku. Chyba powinienem powiedzieć o waszym wypadzie Dyrektorowi." Odwrócił się i popatrzył się prosto na mnie. "Co cię napadło Ron, żeby wrzeszczeć i rzucać się jak wariat?"

    "Nazywam się Ron?" zapytałem i znowu dostałem szturchańca.

    Nasz nowy znajomy potrząsnął głową. "Nie powinniście się pokazywać, bo możecie mieć kłopoty. Gdzie twoja Peleryna Niewidka, Harry? Powinieneś ją przywołać."

    Harry spojrzał na mnie, a potem kompletnie zaskoczony odwrócił się w kierunku olbrzyma. Wstał powoli ciągnąc mnie przy tym za rękaw. "Ehh, dobra. Pójdę i ... przywołam... moją... Pelerynę Niewidkę. Chodź Ron. Pomóż mi przywołać Pelerynę Niewidkę." Ruszył w kierunku drzwi szepcząc, "Wynośmy się stąd jak najszybciej."

    Co mogłem powiedzieć? Udało nam się dojść do drzwi, otworzyć je, ale nie wyszliśmy.

    Przed nami stało ogromne, czarne psisko z wyszczerzonymi zębiskami.

    ~*~*~*~

    "A co my tu mamy, co? Oh... . To tylko pan, Profesorze."

    Duch unosił się w powietrzu i nic, co zrobiłem, nie spowodowało jego zniknięcia. Mrugnęłem, potrząsnąłem głową, nawet zamknąłem oczy na parę chwil, ale żaden z tych desperackich gestów nie działał. Przede mną nadal unosił się duch.

    Dziewczyna zemdlała i leżała gdzieś pod biurkiem, zasygnalizowało mi to, że ona również widziała tę zjawę. Była ona nawet całkiem fascynująca, sposób w jaki migotała i światło przedostające się przez jej przeźroczystą formę. Tak byłem zajęty przyglądaniem się duchowi, że na początku nie zauważyłem, iż coś do mnie mówił.

    Kiedy jego słowa w końcu do mnie dotarły, byłem porażony.

    "Jak mnie nazwałeś upiorze?" zapytałem z odwagą. Nie miałem zamiaru dać się przestraszyć jakiemuś widmu. Nie po tym wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło. Zbiorowa utrata pamięci, dziwaczni ludzie, schody prowadzące do nikąd i rozmawiające portrety - czym był zwykły duch w porównaniu do tego wszystkiego?

    "Ochhh, znowy się wściekamy, co?" Duch unosił się z góry na dół, było to chyba duchową formą podskakiwania. "A nawet nie zacząłem cię przezywać. Krzyczysz teraz na biednago Irytka tylko za to, że patroluje zamek, co Profesorze? Wykonuję tylko to, co do mnie należy." Zjawa zrobiła salto.

    Wyprostowałem się (byłem raczej wysoki, oceniłem patrząc się na mable znajdujące się w pomieszczeniu). Zaczynałem sie robić rozdrażniony, teraz kiedy stało się oczywiste, że z jego strony nie grozi mi żadne niebezpieczeństwo. Podniosłem głos. "Wiesz kim jestem i co tu robię?"

    "Coż to, Profesorze Snape, nie mam pojęcia, co tu robisz. Ale skoro to twoja klasa, przypuszczam, że mogę zgadnąć. A może miałbyś ochotę, mi to wyjaśnić?"

    "Ja tu zadaję pytania, zjawo. Teraz powiedz mi, co wiesz."

    Nie zdążył odpowiedzieć, bo w tej właśnie chwili dziwczyna odzyskała przytomność. Chwytając się za głowę, próbowała usiąść. Podszedłem jej pomóc. Złapałem ją za rękę i podciągnąłem do pozycji stojącej. "Wszystko w porządku?" zapytałem.

    Przytaknęła, ale gdy zobaczyła unoszącego się ducha, o mało co ponownie nie upadła. "Nie martw się, nie zrobi nam żadnej krzywdy," zapewniłem ją, chociaż wcale nie byłem pewien jego zamiarów. Chciałem tylko, żeby przestała mdleć i krzyczeć, bo działało mi to na nerwy.

    Duch popatrzył się na nas ze zdziwieniem. Wytrzeszczył swoje blade oczy, cofnął się trochę. "Chwileczkę," mruknął. "Ty nie ... ty i ta ... szlama?"

    "Po prostu powiedz, co o nas wiesz," zażądałem ponownie.

    "Och, widziałem wystarczająco wiele, żeby wiedzieć, co się tu dzieje," wykrzyknął podpływając w kierunku dziewczyny. Wisiał nad jej głową, więc się cofnęła. "Panna Granger, już rozumiem. Nie mogła to być jakaś inna studentka, musiała to być Gryfonka, szlama." Unosił się w kierunku sufitu. "Och, ale to doskonale." Opuścił się na dół, zatrzymał się tuż przede mną. Patrzenie się w oczy ducha i przez nie było raczej nieprzyjemnym doświaczeniem, ale nie mogłem odwrócić wzroku.

    "Te wszystkie lata krzyków na Irytka. Te wszystkie lata rozstawiania mnie po kątach i rozkazywania. Te wszystkie lata napuszczania Krwawgo Barona na biednego Irytka, który tylko chciał się trochę zabawić. Ty," wskazał na mnie swoim przeźroczystym palcem, "możesz zacząć mnie przepraszać, teraz kiedy o was wiem."

    Uniósł się do góry i przepłynął przez ścianę. Ostanią rzeczą jaką usłyszałem było, "Wątpię jednak, by to powstrzymało mnie od powiedzenia o was wszystkim wokół."

    Popatrzyłem się na... jak ta zjawa ją nazwała? Panna Granger? Wyglądała, jakby trafił w nią piorun.

    Cichym głosem zapytała, "Co to było?"

    "Nie mam pojęcia," przyznałem. "Ale to coś wiedziało, jak się nazywamy."

    Właściwie, to zjawa dostarczyła nam więcej informacji poza imionami. Najwyraźniej byłem nauczycielem i ... co? ... miałem romans ze studentką?

    Robił się z tego wszystkiego coraz większy bałagan.

    Nastąpiła chwila niezręcznego milczenia, po chwili panna Granger powiedziała. "Więc... myslisz, że czego uczysz?"

    Pytanie to miało chyba za zadanie złagodzić napięcie między nami, ale zdałem sobie sprawę, że naprawdę chciałem poznać na nie odpowiedź. "Ta... rzecz powiedziała, że to moja klasa. Może powinniśmy się trochę rozejrzeć."

    Zgodziła się ze mną i podeszła do półek z książkami znajdującymi się w tylnej części klasy. Postanowiłem sprawdzić biurko stojące pod tablicą - moje biurko - chcieliśmy być od siebie możliwie jak najdalej.

    Najwyraźniej nie miała zamiaru przyjąć do wiadomości najświeższych rewelacji o nas, a ja nie miałem zamiaru na siłę wyciągać tego tematu.

    Jednak nie mogłem powstrzymać się od kilku spojrzeń w jej kierunku, zastanawiałem się, co rzeczywiście się działo między nami. Coś mi tu nie pasowało. Czułem się raczej dziwnie. Przcież nie była nawet w moim typie.

    Nie, chwileczkę... nie znałem swojego typu.

    Ale ona na pewno nie była tym typem.

    ~*~*~*~

    Jaką ja byłam osobą?

    Przecież nie mogłam być, to nie możliwe, nie byłam dziewczyną, która robiłaby ... to ...żeby dostać dobre stopnie?

    Chwileczkę. Czegoś tu nie rozumiałam.

    Musiałam ponownie sobie wszystko ułożyć w głowie.

    Wszystko, co ta zjawa powiedziała, sugerowało, że coś niewłaściwego miało między nami miejsce, ja i ... on.

    Ale: Półgodziny wcześniej nawet bym nie uwierzyła, że duchy istniały, a teraz wierzyłam w to, co powiedział mi duch?

    Ale: Ocalił mnie przed mówiącymi portretemi na korytarzu.

    Ale: To mogło być tylko odruchowe działanie i nie miało ze mną żadnego związku.

    Ale: Obudziłam się na nim.

    Ale: ...

    ...

    Obudziłam się na nim.

    Uhhh.

    Spojrzałam na niego. O nie, też się na mnie patrzył. Szybko odwróciłam wzrok, on również.

    Musiałam się skoncentrować i zrobić coś produktywnego, żeby aktywnie polepszyć swoją sytuację. No więc, dobrze. Zlustrowałam półki przede mną, ale zawartość słoików i jakieś dziwne przyrządy nie miały dla mnie żadnego sensu.

    "Spójrz na to wszystko. Dziwne słoiki z dziwnymi składnikami. Dziwne książki z dziwnymi tytułami." podniosłam najbliżej leżące tomy. "Najskuteczniejsze Eliksiry, Tysiąc Magicznych Ziół i Grzybów."

    Podszedł do mnie i wziął książki. Przeglądając strony powiedział, "Nie mogę otworzyć biurka."

    Raczej mnie to nie obchodziło w tej chwili. Całe to doświadczenie robiło się coraz gorsze. "Co to wszystko znaczy? Eliksiry? Magiczne zioła i grzyby? Ooo... i gadające obrazy i poltergeisty?"

    Całkowicie zignorował moje pytania. Był zajęty czytaniem książek. "Po prostu fascynujące," mamrotał, "absolutnie fenomenalne."

    Próbowałam zobaczyć, co go tak zainteresowało. Rzucił mi się w oczy nagłówek: Najsilniejsze Eliksiry Miłosne. "Nie sądzę, żebyśmy ich potrzebowali," zauważyłam i od razu tego pożałowałam. 'Świetnie Granger. Aktywnie poprawiamy naszą sytuację, prawda?'

    "Nie uważam, żebyś miała prawo być imertynencka, panno Granger," podkreślił, "Rozpatrując to, czego się o tobie dowiedziałem."

    "Przepraszam?"

    Był pełen rezerwy i prawości, gdy popatrzył się na mnie z góry. "Jesteś studentką, a ja nauczycielem, najwyraźniej chciałaś polepszyć..."

    "Och, to dobre," nie dałam mu dokończyć zdania. "Ja widzę to zupełnie inaczej. Prawdopodobnie mnie uwiodłeś. Powinnam to zgłosić."

    Napradę to powiedziałam?

    Wydawał się tak samo zaskoczony jak i ja. "Grozisz mi?" zapytał niskim i groźnym głosem, wyglądał na wściekłego.

    Zmienił się z potencjalnego kochanka na potencjalnego mordercę w ciągu mniej niż pół minuty. Wow.

    Wydawało się, że miałam na tego mężczyznę spory wpływ.

    ~*~*~*~

    Jakieś komentarze? Podobało się? Pisać dalej?


    Posted at 08:20 am by severae
    Komentarze (4)

    Wednesday, May 12, 2004
    Nowe - stare linki

    Kilka lat temu bardzo lubiłam oglądać Xenę, naszczęście już mi przeszło, chociaż czasem lubię sobie powspominać aktora grającego Aresa - boga wojny. Niestety zginął on dwa lata temu w wypadku na planie filmowym w Chinach.

    Dlaczego akurat teraz o tym piszę? Znalazłam kilka swoich starych linków do opowiadań związanych właśnie z X:TWP. Bardzo lubię wszystkie nietypowe pary, a z tej serii byli to akurat Ares/Gabrielle. Dziwne... może tak... ale ich lubiłam.

    1. Bard Aresa - Ares Bard by Becky Lucke, prolog i rozdziały 1, 2, 3; przygoda z odrobiną romansu. Rating - PG. WIP
    2. Sekrety, ale nie kłamstwa - Secrets but no Lies by McJude; romans, humor, czasy współczesne. Ares znajduje reinkarnację Gabby we współczesnej Grecji. Rating - NC-17.
    3. Proszę, wybacz mi - Please Forgive Me by Milou; romans, dramat. Ares przez długi czas ukrywał sekret, który miał coś wspólnego z Gabby. Nadszedł czas, żeby go ujawnić, ale czy Gabby jest na niego gotowa? Rating - Pg-13, 19 rozdziałów.

    Niżej podaję miejsca, gdzie można znalźć opowiadania wyłącznie z tą parą (Ares/Gabs).

    1. Zemsta Aresa - Ares Revenge by Beverly; dramat przygoda. Xena szuka zemsty na Gabrielli po tym jak Nadzieja zabiła jej syna Solana. Ares ratuje ją w ostatniej chwili. Rating - NC-17 więc nie dla dzieciaków, 4 rozdziały. WIP
    2. Pamiętna miłość - Love Remembered by Writegirl, romans. Współczesna Grecja. Rating - NC-17.
    3. Ścieżka przeznaczenia - Destiny Trail by Lady Leoni, romans, przygoda. Ares i Gaby spotykają się na Dzikim Zachodzie. Ares jest szeryfem, a Gabs panienką z wyższych sfer. Rating - R, 7 rozdziałów.
    4. Możliwości - Possibilities by Gayla; romans. Xena jest ranna, ktoś śledzi Gaby i zamienia ją w syrenę. Ares i Afrodyta ruszają na ratunek. Rating - PG.
    5. Krótka rozmowa - Conversation Pies by Kawcrow; humor. Rozmowa po pijanemu Aresa i Gaby. Rating - PG-13.
    6. Ranić i kochać - Hurting and Loving bu Krissina; humor, romans, dramat. Xena wychodzi za mąż. Gabriella rozważa z kim teraz zamieszka. Ma do wyboru Afrodytę, Artemis i ... Aresa. Kogo wybierze? Rating - PG-13.
    1. Strzeż się Greków dających prezenty - Beware of Greeks Bearing Gifts by Leonie, krótkie zabawne opowiadanko. Ares daje Gabs prezent urodzinowy. Rating - PG.
    1. Utrata natchnienia - Writers Block, humor, romans. Na Gaby została rzucona klątwa, aby ją pokonać musi wykonać kilka zadań, jednym z nich jest wyprowadzenie na spacer pieska Aresa (olbrzymi, nieśmiertelny jaszczurkowaty stwór). Rating - PG-13.
    2. Kiedy śmierć wystawia swoją ochydną głowę - When Death Rears It's Ugly Head. Gaby zaczyna chorować. Czyja to sprawka? Co ma z tym wspólnego Ares? Rating - PG-13.
    3. Bal na Olimpie - Party on Olympus, romans, humor. Ares potrzebuje randki na bal. Kogo zaprasza? Rating - PG-13.
    4. Gryzonie - Jarbo; humor. Afrodyta ma mały problem z gryzoniamiw świątyni. wzywa na pomoc Aresa i Gaby. Rating - PG. Jest sequel, pt. Gryzonie 2: Mutacja - Jarbo 2: The Mutation.
    5. Pióro dla Gabrielli - A Feather for Gabrielle; humor, romans. Ares ma sekret, a Herkules ma duży kłopot. Rating - PG.
    6. Wojna o patelnie - War of the Frying Pan; parodia. Herc i Ares walczą o tą samę patelnię na aukcji w internecie. Rating - G.
    7. Tajemnicze morderstwo - A Xena Murder Mystery; horror, romans. Afrodyta urządza przyjęcie na Halloween. Rating - PG-13.
    8. Wymarzony kochanek - Dream Lover; horror, romans. Opowiasanie ma miejsce zanim Gabs poznała Xenę. Rating - PG.
    9. Matka wie najlepiej - Mother Knows Best; romans, dramat. Hera postanawia zabawić się w swatkę i połączyć ze sobą Aresa i Gaby. Rating - PG.
    10. Bratnie dusze - Soulmates; romans, akcja, humor. Ares próbuje uratować Gabriellę z kręgu ognia, jest śmiertelny, a w ratowaniu Gaby pomaga mu Joxer. Rating - PG-13.

    A teraz strona, gdzie można znaleźć opowiadania z Aresem i innymi kobietami, częśto są to orginalne postacie. Ostrzegam ---> strona tylko dla dorosłych, dużo BDSM, przemocy, itp.

    Miłego surfowania.

     


    Posted at 07:31 am by severae
    Komentarze (1)

    Sunday, May 09, 2004
    Czysta karta, rozdz.5

    Mam gotowy kolejny rozdział "Czystej karty." Miłego czytania.



    TABULA RASA

    Rozdz.5 "Na nieznanym terytorium"

     

    Oburzające! Bezczelny drań!

    I dlaczego wyglądał na takiego zadowolonego z siebie?

    Tkwiliśmy w tym bagnie razem, prawda? Zagubione i bez wspomnień ofiary jakiegoś okropnego wypadku. Dlaczego był taki pewny siebie? Nie, to było coś więcej, odkąd zaczął ze mnie drwić, wyglądał na naprawdę usatysfakcjowanego.

    Zachowywał się swobodnie, gdy tymczasem ja byłam kłębkiem nerwów.

    Byłam bliska paniki, przerażona!

    Nic nie wiedziałam i to było najstraszniejsze. Nie byłam tego całkowicie pewna, ale miałam przeczucie , że nie lubiłam nie wiedzieć, co się wokół mnie dzieje.

    Jakim cudem zostałam przydzielona do pary z tym czarnym strachem na wróble?

    Kiedy podążaliśmy w kierunky najbliższej klatki schodowej, postanowiłam ustalić dokładnie, o czym wiedziałam.

    Zastanowiłam się... obudziłam się w czymś, co wyglądało jak zamek pełen dziwacznych mieszkańców... właściwie, to obudziłam się leżąc na jednym z nich.

    Nie znałam żadnego z nich, a oni najwyraźniej nie znali mnie. Nie miałam pojęcia, gdzie byłam. I nie wiedziałam, czy coś mnie łączyło z przerośniętym nietoperzem idącym obok.

    Jak śmiał?

    Jak śmiał mnie pytać, dlaczego obudziłam się leżąc na nim, kiedy nawet nie znałam własnego imienia? Prawdopodobnie nie potrafiłabym też rozpoznać własnej twarzy w lustrze.

    Nienawidziłam tej sytuacji.

    Czyżbym nagle jęknęła? Dlaczego Batman tak dziwnie zerka na mnie z ukosa. Miałam nadzieję, że nie zajęczałam.

    Wychodząc z sali, podzieliliśmy się w pary tak, jak zasugerowała kobieta w szpiczastym kapeluszu. Szkoda, że nie mogłam być z nią w parze, wyglądała na najbardziej godną zaufania osobę spośród naszej małej grupki imprezowiczów. Zamiast tego, wysłała mnie z tą mroczną figurą. Brrr....

    Naprawdę potrzebowaliśmy znaleźć kogoś, kto mógłby nam pomóc. Minęło zaledwie pięć minut odkąd opuściliśmy salę, a już napotkaliśmy kłopoty. Gdy wchodziliśmy po schodach, odkryłam, że kończą się one w powietrzu, omal przez to nie spadłam.

    Naszczęście nietoperz chwycił mnie za kołnierz. Tak, wolałam zostać uduszona niż roztrzaskać się przy zderzeniu z ziemią.

    Cała drżąca ze strach spojrzałam w dół. "Kto zaprojektowałby schody prowadzące do nikąd?"

    Mężczyzna odwrócił się z szelestem zamiatając szatą podłoże, nie odpowiedział na moje pytanie. Schodził na dół, krocząc pewnie przede mną, ledwo dałam radę za nim nadążyć.

    "Zaczekaj," zasapałam, "jeśli to zamek, to musi gdzieś mieć bibliotekę. Moglibyśmy znaleźć odpowiedź na to, co się z nami stało, w którejś z książek."

    Zaśmiał się szyderczo. Rany, miał ograniczoną ilość wyrazów twarzy. "A jaką książkę proponujesz byśmy przeczytali? 'Utrata przytomności dla początkujących' czy 'Zrób to sam - Amnezja' albo po prostu 'Szaleństwo'?"odpowiedział głosem ociekającym sarkazmem. "A co powiesz o 'Zgubić się bez pamiętania własnego imienia'?"

    Miałam dość jego drwin. Cała sytuacja była frustrująca, a poza tym były granice, ile osoba nie mająca żadnych osobistych wspomnień może znieść. Coś się we mnie przełamało. Pobiegłam za nim krzycząc: "Tak, a gdy już o tym mówimy, może znajdziemy 'Przewodnik do budzenia się na dziwakach.'"

    Chwileczkę - czyżbym zauważyła delikatny uśmiech na jego twarzy? Proszę, nie mówcie mi, że miał takie właśnie poczucie humoru.

    Schodziliśmy coraz niżej, a on nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Byłam cicho, no bo co mogłam powiedzieć? Poza tym był starszy ode mnie, więc to on objął prowadzenie.

    "Lochy," odezwał się bez uprzedzenia.

    "Co proszę?" Czyżby chciał mnie zamknąć?

    "To droga do lochów."

    "Skąd wiesz? Byłeś już tu kiedyś?"

    Zatrzymaliśmy się na chwilę. "Prawdopodobnie," odpowiedział z wahaniem rozglądając się wokół. Było tu o wiele ciemniej i miałam problemy z przystosowaniem wzroku do słabnącego światła. "Po prostu wiem."

    Nie przeszkadzało mi to. Prawie o niczym nie miałam pojęcia, a każdy strzępek informacji wydawał się lepszy niż nic. Więc jeśli wiedzieliśmy, gdzie w tym zamku były lochy, to z pewnością mogliśmy ich unikać ze wszystkich sił.

    Mój towarzysz miał jednak zupełnie inne plany. Jeszcze bardziej zdeterminowany niż wcześniej, ruszył w ich kierunku.

    "Co robisz?!" krzyknęłam, usiłując dotrzymać mu kroku.

    "A jak sądzisz?"

    "Nie zamierzasz chyba iść w ich kierunku?"

    Zatrzymał się i obrócił patrząc prosto na mnie. Był zirytowany. "Wątpię, żeby twoja pozycja umożliwiała zrozumienie moich myśli, ale tak, zamierzam iść dalej w tym kierunku."

    "Ale dlaczego?!"

    Gdyby wzrok mógł zabijać, z pewnością byłabym już kupką popiołu. Westchnął i zbliżył się do mnie. Znajdowaliśmy się kilka cali od siebie. Nie wiedziałam dlaczego, ale miałam przez to problemy ze skoncentrowaniem się na jego słowach. ... Wow, miał najciemniejsze oczy jakie widziałam ... ahh, nie żebym to pamiętała ... "Słuchaj uważnie, bo nie mam zamiaru się powtarzać," syknął, "Wydaje się, że mam jakieś niewyraźne wspomnienia dotyczące tego miejsca, a z tego wynika, iż musiałem już tu kiedyś być. Moim zdaniem to robi lochy doskonałym miejscem do rozpoczęcia naszych poszukiwań. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, możesz nadal wałęsać się bez celu wokół. Nie będę cię zatrzymywał."

    Robił się coraz bardziej surowy. Bycie zdenerwowanym i zmartwionym, w takiej sytacji jak nasza, było czymś zupełnie naturalnym, ale on robił się coraz bardziej złośliwy. Jeśli to właśnie były chwile, gdy jego prawdziwa osobowść wydobywała się na światło dzienne, to mogłam mieć większe kłopoty niż przewidywałam.

    "Nie ma potrzeby, żebyś traktował mnie, jak kogoś gorszego od siebie," odpowiedziałam. "Za kogo wogóle się uważasz?"

    Zarobiłam kolejne prawie zabójcze spojrzenie, ale nie dał mi odpowiedzi. Dobrze, to nie było (miałam nadzieję) najmądrzejsze, co kiedykolwiek powiedziałam. Próbowałam trzymać buzię na kłódkę, kiedy ponownie ruszył w kierunku lochów i skoncentrowałam się na dotrzymaniu mu kroku. (Być może nie był najprzyjemniejszym towarzyszem, ale jakkolwiek straszny by nie był, to zwiedzanie tej przestrzeni na własną rękę, wydawało mi się bardziej przerażające.)

    W końcu dotarliśmy do końca schodów. Przed nami rozciągał się mroczny korytarz, który na końcu rozwidlał się i prowadził w dwóch, zupełnie różnych kierunkach. Stało w nim więcej zbroi rycerzy, na ścianach wisiało kilka portretów i znajdowało się także kilka par drzwi. Popatrzyłam się na portret wiszący najbliżej mnie. Pokazywał starszego mężczyznę w błyszczących szatach, siedzącego przy biurku. Spał.

    Mój towarzysz także przyglądał się obrazom. Po chwili pokręcił głową, wyglądał na zdezorientowanego. "Wszyscy śpią."

    "Kto?" zapytałam.

    "Ludzie na tych portretach. Wszyscy śpią."

    Miał rację. Wszystkie portrety przedstawiały śpiących mężczyzn i kobiety. Byli ubrani w szaty i szpiczaste kapelusze (wydawało się to powszechną praktyką w tym miejscu). Wyglądało to naprawdę ponuro. Nie podobało mi się.

    Byłam bliska załamania nerwowego. Nieświadomie zbliżyłam się do niego. Był najbliższą rzeczą przypominającą osobę ludzką, prawda? Jednak próbowanie uzyskania komfortu z jego obecności, było jak próbowanie wyciągnięcia ciepła z kostek lodu. Ignorując całkowicie moją nerwowość, pochylił się nad jednym z portretów, żeby przyjrzeć mu się dokładniej. "Wyglądają prawie, jakby byli żywi," powiedział podziwiając szczegóły. "To .. niesamowite."

    "Ale oni śpią."

    "Niezupełnie, a wszystko przez was. Moglibyście rozmawiać trochę ciszej? Zaczęliście krzyczeć już na schodach. Słyszałem was wyraźnie." Odezwał się głos za nami, podskoczyliśmy zaskoczeni. Nikogo nie było.

    "Słyszałeś?" szepnęłam.

    "Ha, teraz zaczynacie szeptać, dziękuję bardzo."

    To był...O MÓJ BOŻE, to był mężczyzna śpiący na portrecie obok??? Tylko, że teraz już nie spał, obudził się i RUSZAŁ się i MÓWIŁ.

    Obraz do nas mówił.

    Dobrze. Wzięłam głęboki wdech i policzyłam do dziesięciu.

    Obraz nadal mówił.

    Kilka rzczy wydarzyło się w tej samej chwili.

    Okropnie przerażona, zrobiłam to, co każdy by zrobił na moim miejscu. Rzuciłam się na mojego mrocznego i imponującego towarzysza i usiłowałam się ukryć za jego plecami. Jednak, ponieważ nie doceniłam własnej siły, przewróciłam go i wylądowałam na nim (hmm, zaczynało mi to wchodzić w nawyk... Zaczęłam się zastanawiać, czy może wcześniej nam się już to nie przydarzało). Razem przewróciliśmy jeszcze zbroję stojącą w pobliżu. Zrobiła sporo hałasu rozlatując się na kawałki i tocząc się we wszystkich kierunkach. Hałas obudził inne postacie na obrazach, które zaskoczone zacząły narzekać na nasze najście.

    To był koszmar.

    Gdzieś pośród tego całego zamieszania, zaczęłam krzyczeć i nie przestawałam. Nie miałam najmniejszego zamiaru przestawać.

    Ktoś zaciągnął mnie do najbliższego pokoju. Było w nim bardzo cicho, nielicząc moich krzyków. Ktoś kazał mi się uspokoić. Ktoś mną potrząsnął, karząc mi się "zamknąć do diabła." Więc to zrobiłam.

    Najwyraźniej, to właśnie mój czarny rycerz mnie ocalił. Musiał się w jakiś sposób wyplątać z mojego uścisku i wyciągnąć mnie z tego pandemonium, które rozgrywało się w korytarzu. Byliśmy w ....

    "Czy to klasa?" zapytałam rozglądając się wokół. Nadal miałam zachrypnięty głos od krzyczenia.

    "Na to wygląda."

    "Więc to jest..."popatrzyłam się mu prosto w oczy.

    Dokończył moje zdanie, "... szkoła? - Na to wygląda."

    W końcu znaleźliśmy jakąś przydatną informację. Szkoła, jak wiadomo z defincji była miejscem, gdzie zdobywało się wiedzę, gdzie panowała dyscyplina i porządek. Jakie straszne i dziwne rzeczy mogły wydarzyć się w szkole?

    Zaczął przemierzać pokój. "Obrazy mówiły do nas."

    Och, zapomniałam o tym. Och, ale przecież to była szkoła, dobre miejsce, a to całe szaleństwo można było prawdopodobnie jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Musiało być jakieś logiczne wyjaśnienie.

    "Może to nie były obrazy. Przecież obrazy nie mówią, prawda? Może to były... płaskie ekrany telewizyjne."

    Mój wybawca (przecież mnie uratował i nie mogłam nadal nazywać go nietoperzem, prawda?) popatrzył się na mnie. "Czym do Wszystkich Świętych jest ekran telewizyjny?"

    Zanim zdążyłam nazwać go wariatem, duch przeniknął przez tablicę i ruszył w naszym kierunku. W tych warunkach zdecydowałam, że najmądrzejszym wyjściem będzie zemdleć.

    Zemdlałam.

    ~*~*~*~


    Posted at 12:46 pm by severae
    Komentarze (2)

    Next Page